Opublikowano: 2012-05-10. 2 DNI W NOWYM JORKU w kinach od 25 maja 2012. Owacyjnie przyjęta na festiwalu w Sundance kontynuacja „Dwóch dni w Paryżu", porównywanych przez krytykę z najlepszymi komediami Woody'ego Allena. Po rozstaniu z Jackiem, Marion (Julie Delpy) przenosi się do Nowego Jorku, gdzie, przygotowując wystawę swoich
Nowy Jork otworzył we wtorek dwa pierwsze w Ameryce ośrodki, gdzie pod nadzorem będzie można wstrzykiwać narkotyki uzależnionym osobom. Ma to zmniejszyć liczbę zgonów z przedawkowania. wstrzykiwanie narkotyków / Pixabay.com. Jak podał „New York Times”, władze miejskie opisują obiekty zwane ośrodkami zapobiegania przedawkowaniu
Trzeci rząd Morawieckiego na dwa tygodnie. Tomasz Żółciak, Grzegorz Osiecki. dzisiaj, 8 minut temu. Ten tekst przeczytasz w 1 minutę.
Flaga ONZ. Zgromadzenie Ogólne ONZ podczas obrad w siedzibie w Nowym Jorku.. Międzynarodowe Dni i Tygodnie ONZ – grupa okolicznościowych dni i tygodni proklamowanych przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych i jej wyspecjalizowane organizacje oraz agendy, m.in. UNESCO, UNICEF, Światową Organizację Zdrowia (ang.
2023-06-07 20:41. aktualizacja. 2023-06-08 09:33. To nie zdjęcie w speii, a widok na Nowy Jork. Wokół miasta unosi się pył i dym z pożarów lasów. W Kanadzie trwa 414 z nich, z czego 239
Anna Gembicka ministrem rolnictwa i rozwoju wsi, Krzysztof Szczucki na czele resortu edukacji i nauki - posłowie PiS z okręgu toruńsko-włocławskiego weszli do rządu Mateusza Morawieckiego, który za dwa tygodnie nie uzyska wotum zaufania większości sejmowej i upadnie. Gembicka i Szczucki, nowi ministrowie rządu zaprzysiężeni w
. Nowy Jork to największa metropolia w USA, która co roku przyciąga kilkanaście milionów turystów z całego świata. Nie jest ważne czy przybywają oni do Nowego Jorku z innych krajów, czy może tylko z innego stanu. Założę się, że każdy turysta spacerujący po Manhattanie choć przez chwilę chce poczuć się prawdziwym „nowojorczykiem”. Pozwolę sobie jednak przytoczyć kilka mitów i faktów z życia miasta, które umykają zwykłym turystom. Zobacz również: Wszystkie wpisy z kategorii NOWY JORK Miasto Nowy Jork posiada świetny, funkcjonalny system metra. Nowojorski system metra Nowojorski system kolei podziemnej prezentuje się dumnie.. ale tylko na kartce papieru. Rzeczywistość przedstawia się zupełnie inaczej. System nowojorskiego metra jest mocno wysłużony ze względu na swój wiek (111 lat) jak i częstotliwość użytkowania (24/7… przynajmniej teoretycznie). Warto pamiętać, że New York Subway System to największy system metra na świecie, który posiada aż 468 stacji. Tak obłędna ilość przystanków doskonale sprzyja równie obłędnym podróżom po NYC . Osoby dużo podróżujące nowojorskim metrem zapewne niejednokrotnie zauważyły, że większość stacji wymaga kapitalnego remontu. Zniszczone przystanki, brudne korytarze i biegające po stacjach szczury to widoki mogące odstraszyć turystów, a do których przywykli już mieszkańcy Nowego Jorku. Częstokroć linie metra są zamykane (zwłaszcza w weekend), by umożliwić rekonstrukcję linii, stacji, bądź szyn. Powoduje to oczywiście gigantyczne opóźnienia w ruchu. Prawdziwi nowojorczycy wiedzą, że metro posiada również dużo innych funkcji poza przewożeniem pasażerów. Dla wtajemniczonych, nowojorskie metro oferuje: Doskonałą zabawę z policją w „złap mnie jeśli potrafisz’. Wystarczy, że tylko położysz nogi na krześle bądź ławce w metrze i areszt lub mandat masz gwarantowany. W 2011 policja aresztowała 1,600 “recydywistów” i ukarała 50 dolarową grzywną 6,000 pasażerów metra. Szybką zmianę nastrojów: -zniecierpliwienie (“Znów stoję w korku!”) -złość (“już 20 weekend z rzędu linia metra F nie kursuje w weekend!”) -ekscytację (“Czy tym razem policjant wlepi mi mandat za trzymanie nóg na krzesełku w metrze?”) Nieustającą naukę liter alfabetu oraz orientacji w terenie. Niemal codziennie pojawiają się komunikaty o kolejnej niekursującej linii, które trzeba bardzo szybko rozszyfrować i zlokalizować ich położenie na siatce nowojorskiego metra Wszyscy w Nowym Jorku jeżdżą żółtymi taksówkami. Skoro już dowiedziałeś się drogi czytelniku, jak (nie) działa nowojorskie metro, to z pewnością nie dziwisz się, czemu ludzie wybierają alternatywne źródła transportu. Nie oznacza to jednak, że są to prezentowane w filmach legendarne żółte taksówki. Po pierwsze, trudno je złapać, a po drugie, gdy już uda Ci sie do takowej wsiąść – zostaniesz odstraszony ceną. Nowojorczycy coraz częściej korzystają z Ubera (taksówki zamawiane przez aplikację mobilną, opłacane bezpośrednio z Twojej karty kredytowej podczepionej do aplikacji). Aplikacja Uber (fot: Uber jest szybki, łatwo dostępny praktycznie na całym terenie Nowego Jorku i, co ciekawe od niedawna zaczyna także dostarczać jedzenie na zamówienie. Nowy Jork to tylko Manhattan. Większość filmów, seriali kręconych w Nowym Jorku pokazuje jedynie Manhattan. Być może też z tego powodu większość (bogatych) mieszkańców metropolii nie akceptuje obecności pozostałych czterech dzielnic-wysp należących do NYC. Ze względu na szalone ceny nieruchomości na Manhattanie, oraz ze względu na brak miejsca, mieszkańcy miasta zmuszeni są jednak coraz częściej przenosić się do innych jego części: Brooklyn – ogromna dzielnica, w której mieszkają artyści, Żydzi oraz hipsterzy powoli staje się drugim Manhattanem a to głownie ze względu na rosnące ceny nieruchomości, które napędzają hipsterzy. Queens – kolejna ogromna dzielnica, zamieszkana przez Greków, Chińczyków, Hindusów, oraz wiele innych nacji. Słynie ze wspaniałej, zróżnicowanej kuchni. Bronx – bardzo popularna dzielnica, lecz nie ciesząca się niestety dobra sławą. Wymarzone miejsce dla zatwardziałych biegaczy, chcących uciec przed częstymi strzałami rozlegającymi się na ulicach (nie tylko w nocy). Bronx powoli staje się coraz bardziej bezpieczny (a ceny mieszkań zaczynają rosnąć), lecz nadal skutecznie omijany przez osoby poszukujące spojonego miejsca do zamieszkania. Staten Island – mała, przyjemna wyspa z połaciami przestrzeni, parkami… i dużą ilością świeżego powietrza.. Dla większości Nowojorczyków jest to jednak zbyt nudne miejsce do zamieszkania. Nie zaciągniesz Nowojorczyka na Times Square No po prostu nie zaciągniesz. Times Square to samo zło. Times Square to również jeden z przedsionków Piekła opisanych w Boskiej Komedii Dantego. Zbyt dużo tutaj wszystkiego: kolorów, świateł, ludzi czyli trzech podstawowych rzeczy, których zabiegani nowojorczycy nie znoszą. Trudno w Nowym Jorku znaleźć inne miejsce, które będzie bardziej zapchane i zakorkowane niż Times Square. Mało tego, turyści często padają ofiarą nagich kowbojów, zmutowanych, gigantycznych Myszek Miki, Spider-manów i innych przedziwnych maskotek, które wręcz wymuszają od turystów opłatę za tzw. „Sweet Focie” Słynna transmisja noworoczna z Nowego Jorku odbywa się własnie z Times Square. Miejsce to staje się wtedy jeszcze bardziej zatłoczone, a zwariowany tłum turystów, pragnący być (nie wiedzieć dla czego) jak najbliżej spadającej „noworocznej kuli”, godzinami potrafi stać w kolejce Zima stulecia na Times Square Turysto! Jeśli spotkasz nowojorczyka na Times Square, to znaczy, że albo ucieka przed Godzillą, albo przyjechał tutaj podziwiać pusty plac, którym staje się Times Square bardzo rzadko…. przeważnie ma to miejsce podczas zimy stulecia. Polecam również pozostałe wpisy o Nowym Jorku: NOWY JORK – WARTO ZOBACZYĆ STATUA WOLNOŚCI – PRZEWODNIK ZOBACZ NOWY JORK Z INNEJ PERSPEKTYWY Stefania Salwińska dla NIE WYJEŻDŻAJ DO USA ZANIM NIE PRZECZYTASZ TEGO PORADNIKA! 90 stron praktycznych porad dotyczących przygotowania do podróży, wynajęcia samochodu, zwiedzania, rezerwacji noclegów, zakupów, poruszania się i odkrywania Ameryki na własną rękę.
Nowy Jork w tydzień W poprzednim poście mówiłam o tym jak zorganizować budżetową podróż do Nowego Jorku. Zakładam więc, że jesteś szczęśliwym posiadaczem biletów do Nowego Jorku, albo planujesz je zakupić w najbliższej przyszłości. Nie wiem jak dużo czasu chcesz spędzić w mieście, które nigdy nie śpi, ale w tym poście znajdziesz gotowy plan zwiedzania na Nowy Jork w tydzień. Myślisz sobie pewnie „pff na tydzień to ja mogę jechać do Koziej Wólki albo Radom zwiedzać, a nie Nowy Jork”. Być może! Ale jesli akurat nie śpisz na pieniądzach, nie masz cioci w Ameryce, planujesz podczas swojego wyjazdu odwiedzić również inne miejsca, to tydzień intensywnego zwiedzania powinien być dla Ciebie wystarczający! Pozwól więc, że o to Zakręęcona zaprezentuje przed dobą gotowy plan zwiedzania „Nowy Jork w tydzień! Dzień Pierwszy Brooklyn – part 1 Możesz zacząć zwiedzanie Nowego Jorku od bliskiego Brooklynu – tak było w naszym przypadku. Prawdopodobnie po dziesięciogodzinnym locie będziesz przetyrany jak koń po westernie. Jest też możliwe, że jet lag będzie dosyć męczący, dlatego na pierwszy dzień polecam spokojne zwiedzanie. Ogarnij gdzie jest jakiś sklep, by kupić sobie coś do szamki (np. prowiant na całodziennie zwiedzanie między posiłkami). A następnie odwiedź: Brooklin Bridge – jeden z najstarszych mostów wiszących na świecie. W okolicy możesz zatrzymać się na lunch w Lobster. To zwykła budka pod mostem, ale kanapki z homarem serwują naprawdę dobre:D Brooklyn bridge park Brooklyn Heights – zrób sobie spacer promenadą wzdłuż rzeki, dzięki czemu będziesz mógł podziwiać panoramę Manhatannu. Ta część Brooklynu jest dosyć ekskluzywna. Zobaczysz tutaj zabytkowe kamienice z czerwonej cegły z lat 50. XX wieku. Raczej o mieszkańcach tej dzielnicy nie można powiedzieć, że nie śmierdzą groszem… Dumbo Manhattan Bridge Dzień Drugi Dolny Manhattan Manhattan to rozległa dzielnica. Dlatego na pierwszy rzut idzie jego dolna część. Dzień możesz zacząć od darmowego promu na Staten Island, z którego pokładu zobaczysz z oddali Statuę Wolności, dar narodu francuskiego dla Amerykanów upamiętniający przymierze obu narodów w czasie wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Jeśli jednak chcesz zobaczyć Statuę Wolności z bliska, a nawet zwiedzić ją od wewnętrz, będzie Cię to kosztować około 20 dolarów. Bilet najlepiej zarezerwej online z dłuższym wyprzedzeniem. W tej części Manhatanu warto odwiedzić również: Narodowe Muzeum Amerykańskich Indian – bardzo ciekawe muzeum opowiadające o rdzennej ludności obu Ameryk, a co lepsze całkowicie za darmo! Okolice Giełdy Nowojorskiej ze słynnym bykiem – podobno pogłaskanie go po jądrach przynosi bogactwo! One World Trade Center (można też wejść do środka, ale kosztuje to miliony monet – ok. 32$) Trinity Church World Trade Center – pomnik ofiar Zamachu 11 września. Bardzo polecam Ci też wstąpić do muzeum. Wstęp kosztuje 24$, ale w każdy wtorek w godzinach jest za darmo. China Town, Little Italy, Soho Spacer przez City Hall Dzień Trzeci Centralny Manhattan – part 1 Jeśli podczas dwóch poprzednich dni nie zdołałeś poczuć klimatu Nowego Jorku, to dzisiaj z pewnością Ci się odmieni. W końcu zobaczysz miejsce, które wcześniej widywałeś tylko w amerykańskich filmach, a jest nim… Time Square. Setki neonowych bilboardów dadzą Ci po oczach, ale wtedy już na pewno uwierzysz, że Twój amerykański sen dzieje się naprawdę. Odwiedź również: Rockefeller Center ze słynnym tarasem widokowym „Top of The rock”. Z jednej strony będziesz miał widok na Central Park, z drugiej natomiast ujrzysz Empire State Building – niegdyś najwyższy budynek na świecie. Tutaj też znajduje się słynne lodowisko, na którym jeździł Kevin, gdy wylądował sam w Nowym Jorku. Broadway Street i spektakl w teatrze broadwayowskim – zastanów się jakie przedstawienie chciałbyś obejrzeć. Uwierz mi, nawet jeśli tego jeszcze nie wiesz, z pewnością chcesz udać się na przedstawienie. Najpopularniejsze spektakle na Broadwayu to Król Lew, Alladyn, Upiór w Operze czy Sok z żuka. Bilety potrafią kosztować nawet 150 dolarów za osobę, ale uwierz mi – są warte swojej ceny. W kolejnym poście zdradzę Ci jak można dorwać tańsze bilety na Broadway! Jeśli starczy Ci sił, a Nowy Jork odwiedzisz późną jesienią lub zimą możesz wybrać się na łyżwy do Central Parku lub Rockefeller Center. Dzień czwarty Centralny Manhattan – part 2 Kolejnego dnia polecam Ci odwiedzić następujące miejsca: Flatiron building – wieżowiec o nietypowym kształcie wybudowany w 1902 roku na trójkątnej działce u zbiegu ulic Broadway, Ulicy 23 i Piątej Alei. Nazwa pochodzi od podobieństwa budynku do żelazka. Miejsce narodzin T. Roosvelta, 36 prezydenta Stanów Zjednoczonych – ciekawy kawałek historii do poznania a zwiedzanie jest darmowe Dworzec Grand Central – jeśli jesteś/ byłeś Fanem Gossip Girl koniecznie musisz odwiedzić to miejsce! Pierwsza scena Plotkary rozgrywa się właśnie na tym dworcu. Dodatkowo jest to największy dworzec na świecie pod względem liczby peronów, ma ich aż 44! Nowojorska Biblioteka Publiczna – miejsce, które koniecznie musisz odwiedzić! Przepiękny budynek, a w środku ponad 2 mln zbiorów, w tym rękopis Deklaracji Niepodległości napisany przez Thomasa Jeffersona. Empire State Building – najbardziej rozpoznowalny budynek w Nowym Jorku. Na dachu budynku znajduje się punkt widokowy. Jeśli odwiedzałeś Top of The Rock za dnia, do Empire State Building wybierz się wieczorem! Nowy Jork rozświetlony blaskiem lamp i neonów wygląda zachwycająco! MoMA czyli Museum of Modern Art – Muzeum Sztuki Nowoczesnej, zobaczyć tu Gwieździstą Noc Van Gogha oraz Panny z Avinionu Pabla Picasso. W każdy piątek w godz. wstęp do muzuem jest za darmo. Dzień Piąty Centralny Manhattan – Part 3 Dzień rozpocznij od spaceru (albo joggingu!) po Central Parku, nowojorską oazę zieleni zajmującą 341 hektary powierzchni. Budowa parku trwała 15 lat i pracowało przy niej ponad 20 tysięcy robotników. Gdy otechniesz trochę od zgiełku miasta, odwiedź MET czyli Metropolitan Museum of Art. Jest to drugie najpopularniejsze muzeum na świecie, zaraz po Luwrze. Znajduje się tutaj ponad 2 miliony eksponatów, w tym autoportret Van Gogha czy jego słynne Słoneczniki. Dzień Szósty Brooklyn – part 2 Dalsze zwiedzanie Brooklynu możesz zaplanować zaraz drugiego dnia, ale pomyślałam sobie, że ciężko będzie Ci wytrzymać aż 2 dni, zanim zobaczysz serce Nowego Jorku czyli Manhattan. Ale nie muszę chyba wspominać, że kolejność zwiedzania możesz sobie dowolnie modyfikować według potrzeb. Tym razem odwiedź: Williamsburg – hipsterska dzielnica pełna street artu, uroczych i kolorowych knajpek. Greenpoint – tutaj znajduje się polska dzielnica i zaraz po Chicago jest to największe skupisko Polonii w USA. Niegdyś ta dzielnica cieszyła się złą sławą, teraz jest całkowicie odwrotnie. Znajdują się tu modne knajpy i drogie apartamenty. Kto kupił tu mieszkanie kilkanaście lat temu zrobił interes życia, bo ceny nieruchomości wzrosły tutaj kilkukrotnie i sięgają nawet kilku milionów dolarów! Borough Point – dzielnica żydowska. Spotkasz tutaj wielu ortodoksyjnych Żydów, zobaczysz autobusy szkolne z napisami w języki jidysz, a dzieci uczą się w szkołach żydowskich osobno dla chłopców i dziewczynek. Dzień Siódmy Wszystko, czego nie zdążyłeś zobaczyć 😀 Nowy Jork ma do zaoferowania tyle atrakcji, że choćbyś spędził tu rok to i tak wszystkiego no zobaczysz. Dlatego wypiszę poniżej kilka ciekawych atrakcji, które z pewnością Warto zobaczyć, a Ty wybierz coś odpowiedniego dla siebie! Gospel – jeśli chcesz usłyszeć rodzaj tradycyjnej chrześcijańskiej muzyki, mającej swój początek w XIX kulturze czarnoskórych mieszkańców USA, wybierz się na mszę na Harlemie lub udaj się na mszę do Brooklyn Tabernacle gdzie znajduje się Brooklyn Tabernacle Choir (zdobywca 6 nagród Grammy i pięciu nagród Dove) Intrepid Sea-Air-Space Museum – amerykańskie muzeum, w którego skład wchodzą lotniskowiec z czasów II wojny światowej i wojny wietnamskiej USS „Intrepid” (CV-11) i okręt podwodny USS „Growler” (SSG-577) High Line – deptak usłany kwiatami i drzewami stworzony w miejscu starej estakady kolejowej 9 metrów nad ziemią! Warto zobaczyć Nowy Jork z tej perspektywy. Zakupy w Century 21 – to popularny outlet, w którym obniżki sięgają nawet 75%. Ja kupiłam tam spodnie Calvina Cleina za 7 dolarów! Oczywiście dni i atrakcje możesz miksować dowolnie, a w kolejnym poście powiem Ci jak możesz zaoszczędzić na zwiedzaniu Nowego Jorku! Dołącz do społeczności bloga! 1. Zaobserwuj mnie na instagramie @ 2. Odwiedź mój fanpage na facebooku Zakreecona
„Nie wiedziałam kompletnie czego spodziewać się po Nowym Jorku. Wcześniej spędziłam tylko 3 tygodnie w Kalifornii i wydawało mi się, że wszyscy w Stanach są “podekscytowani” byle czym. Trochę się tego obawiałam, gdyż sama najczęściej przedstawiam się jako “Grumpy Cat”. Nowy Jork jest jednak trochę inny. Tuż po przyjeździe, na lotnisku, obładowana walizkami podążałam za taksówkarzem. Zatrzymałam się na przejściu dla pieszych. Czerwone światło. Taksówkarz poszedł dalej, nie zauważając nawet, że mnie zgubił. Wrócił po mnie po chwili, pytając, co się stało. Kompletnie nie rozumiał, że można czekać na światło na przejściu dla pieszych. :)” – o życiu i pracy w Stanach Zjednoczonych oraz o realizowaniu swojego American Dream opowiada Agata Cieplik – miłośniczka podróży, motocykli,autorka bloga Cieplik Podróżuje. Kobieta, która pokochała IT, została programistką i aktualnie pracuje w i początki przygody w Stanach Zjednoczonych. 1. Od listopada 2016 realizujesz swój „American dream” – mieszkasz i pracujesz w Nowym Jorku. Jaka kryje się za tym historia? W 2011 rozpoczęłam studia na MIMie (Wydział Matematyki, Informatyki i Mechaniki na Uniwersytecie Warszawskim), kierunek informatyka. Wielu moich znajomych wyjeżdżało na staże zagraniczne, sama też spędziłam wakacje w Londynie, pracując w Google’u. Nie wiązałam swojej przyszłości z wyjazdem – szczerze mówiąc przez lata mówiłam, że nie chciałabym wyjechać z Polski. Pewnego dnia dostałam wiadomość od rekruterów z Dropboxa. Jak się okazało, znajomy ze studiów był tam na praktykach i polecił mnie (a także kilka/kilkanaście innych osób). Uznałam, że warto spróbować – nic w końcu nie tracę, a mogę tylko zyskać! W listopadzie 2015 roku pojechałam do Stanów na zaproszenie Dropboxa, na tzw. “onsite interview” i przyznam szczerze, że pokochałam tę firmę! Moje wcześniejsze doświadczenia (szczególnie jeśli chodzi o interview process w Google’u) były takie sobie. Dropbox kompletnie to odczarował. A potem dostałam ofertę. Spróbowałam. Staraliśmy się o wizę i udało się (chociaż przez długi czas nie mogłam w to uwierzyć). I tak niemalże rok po mojej pierwszej wizycie w Ameryce, przyjechałam do Nowego Jorku… 2. Na Twoim blogu przeczytaliśmy, że od momentu otrzymania oferty pracy do rozpoczęcia pracy upłynęło aż 8 miesięcy! Jak to możliwe? Czy możesz opowiedzieć o tym, jakie formalności musiałaś załatwić przed rozpoczęciem swojej przygody w Stanach? Ofertę otrzymałam na początku 2016 roku. Początek roku kalendarzowego to w pewnym sensie ostatni dzwonek dla osób chcących starać się o wizę H1B (dla wykwalifikowanych pracowników). Wiza przyznawana jest za pośrednictwem loterii, stąd też nie wiązałam z tym dużych nadziei – szanse na bycie wylosowanym to jakieś… 30%? Przez pierwsze miesiące 2016 współpracowałam z prawnikami, których zapewniła firma i pracowaliśmy nad moją aplikacją wizową. Musiałam dostarczyć mnóstwo materiałów, przede wszystkim potwierdzić moje wykształcenie, łącznie z wyciągiem ocen ze studiów itd. W międzyczasie, oni szukali kogoś, kto po amerykańskiej stronie potwierdzi moje wykształcenie – moje oceny, transkrypt, wyciąg przedmiotów zostały przejrzane przez profesora, który potwierdził, że moje wykształcenie zdobyte w Polsce jest równoważne amerykańskiemu bachelor (w tamtym czasie było to 3 lata licencjatu i rok magisterki). Wszystko po to, żeby spełnić wymogi formalne na wizę H1B. Aplikację złożyliśmy 1 kwietnia, dzień przez moimi urodzinami. W maju dowiedziałam się, że zostałam wstępnie wylosowana, ale dopiero w czerwcu dostałam oficjalną informację i potwierdzenie. We wrześniu odwiedziłam ambasadę i dopiero wtedy faktycznie w moim paszporcie znalazł się wpis, że mogę jechać do USA i podjąć tu legalnie pracę. 3. Co Cię najbardziej zaskoczyło w pierwszych tygodniach pobytu? I jak odnaleźć się w tak dużym mieście jakim jest Nowy Jork? Jak odnajdujesz się w takim dynamicznym tyglu kulturowym? Zadziwiająco, przyjechałam bez żadnych oczekiwań. Nie wiedziałam kompletnie czego spodziewać się po Nowym Jorku. Wcześniej spędziłam tylko 3 tygodnie w Kalifornii i wydawało mi się, że wszyscy w Stanach są “podekscytowani” byle czym. Trochę się tego obawiałam, gdyż sama najczęściej przedstawiam się jako “Grumpy Cat”. Nowy Jork jest jednak trochę inny. Tuż po przyjeździe, na lotnisku, obładowana walizkami podążałam za taksówkarzem. Zatrzymałam się na przejściu dla pieszych. Czerwone światło. Taksówkarz poszedł dalej, nie zauważając nawet, że mnie zgubił. Wrócił po mnie po chwili, pytając, co się stało. Kompletnie nie rozumiał, że można czekać na światło na przejściu dla pieszych. 🙂 Początkowo miałam do załatwienia bardzo dużo formalności – szukanie mieszkania, wyrobienie Social Security Number, ogarnięcie konta w banku. Wszystko to było dla mnie stresujące (choć być może niepotrzebnie) na tyle, że przez pierwsze dwa miesiące w ogóle nie czułam tego, że właśnie jestem w Ameryce i staję się jej mieszkańcem. Pierwszy przełom nastąpił w styczniu 2017. Padał śnieg, było mega zimno, a ja jadłam jakieś niedobre jedzenie, które zamówiłam na obiad. Rozejrzałam się po moim mieszkaniu, przyjrzałam się meblom, które całkiem niedawno sama składałam; pogadałam z moimi nowymi znajomymi… I jakoś tak ogarnął mnie taki dziwny spokój, nagle dotarło do mnie, że Nowy Jork jest moim nowym domem. 🙂 A co do wielokulturowości – dopiero tutaj, jak nigdy wcześniej, widzę i czuję, jak bardzo wszyscy jesteśmy do siebie podobni. Okazuje się, że moja koleżanka z Chin zmieniała miejsce zameldowania, żeby chodzić do lepszej szkoły – zupełnie tak jak moi znajomi, którzy “wmeldowywali się” do swoich dziadków, by dostać się do lepszej rejonowej szkoły! Mimo tego, że wszyscy jesteśmy z różnych krajów, środowisk, szkół, mamy inne doświadczenia – znajdujemy bardzo dużo wspólnych cech. I uważam, że to niesamowite. I piękne za razem 🙂 Praca. Warunki zatrudnienia. 4. Jak wyglądała Twoja rozmowa kwalifikacyjna? Czy pojawiły się pytania/zadania, których całkowicie nie spodziewałaś się? Bazując na Twoim doświadczeniu, na co zwrócić szczególną uwagę przygotowując się do rozmowy o pracę w USA? Moja pierwsza rozmowa kwalifikacyjna odbyła się przez Skype. Wydaje mi się, że miałam potem jeszcze jedną rozmowę, a następnie dostałam zaproszenie do Stanów na tzw. “onsite interview”. Pamiętam, że przyleciałam wtedy do San Francisco wieczorem, a następnego dnia rano spędziłam 6 godzin w biurze Dropboxa rozwiązując zadania na tablicy. Jetlag na szczęście mi nie przeszkodził 🙂 Po powrocie do Polski miałam jeszcze kilka rozmów z menadżerami – mogliśmy w ten sposób poznać się lepiej i określić, czy chcielibyśmy razem pracować. Co było również fajne, już po otrzymaniu oferty, dostałam kilka mejli od osób, które mnie rekrutowały, z gratulacjami i propozycją rozmowy w razie jakichkolwiek pytań. Z mojego doświadczenia (obecnie sama również przeprowadzam rozmowy rekrutacyjne z kandydatami) najważniejsze jest słuchać wskazówek. Wszyscy jesteśmy ludźmi, jesteśmy świadomi, że rozmowa rekrutacyjna może być dla kandydata stresująca – dlatego też staramy się pomóc podrzucając kolejne wskazówki. Jeśli ktoś popełnia błąd, ale jest w stanie go znaleźć lub wykorzystać dodatkowe informacje od rekrutera – to jest bardzo pozytywny sygnał. Najgorsze, co można zrobić, to zignorować wskazówki od rekrutera… 5. Dzień z życia programisty w Stanach Zjednoczonych wg. Agaty… Weźmy taką środę. Zwlekam się z łóżka świtkiem koło południa i idę na trening. Do pracy docieram około 13:00 (w inne dni tygodnia staram się jednak być wcześniej, około 12:00). Dzień zaczynam od lunchu. Jeśli jestem w biurze wcześniej, to wspólnie z moim zespołem zasiadamy przy stole i gadamy o głupotach. Środa jest dobrym dniem, gdyż wreszcie można faktycznie skupić się na pracy – mamy taką firmową zasadę, żeby nie planować spotkań tego dnia. Łapię więc swojego laptopa i kodzę przez jakieś 2 godziny siedząc na wygodnej kanapie. O 15:00 gramy w HQ. Nie ma zmiłuj, dzień w dzień o tej samej porze w kuchni spotyka się 15 osób i wspólnie próbujemy odpowiedzieć na pytania w quizie. Udało nam się już wygrać $86, więc naprawdę nie jest źle 😉 Pracuję przez kolejnych kilka godzin, aż do obiadu. Moim ulubionym zajęciem jest faktyczne pisanie kodu, przez większość czasu jednak zajmuję się też planowaniem swojego projektu, burzami mózgów, czy wsparciem dla wcześniej zaimplementowanych przeze mnie rzeczy. W środy kończymy wcześniej. O 19:00 zaczynamy grać w A godziny pracy? W Polsce, pełny etat to ustawowo 8 godzin dziennie, 40 godzin tygodniowo. Jak wygląda to w Stanach? Nikt tutaj nie sprawdza, ile czasu faktycznie spędzam w biurze. Może to być 8 godzin,może być 12, a mogą być 4. Pod tym kątem jesteśmy elastyczni, tak długo, jak realizujemy swoje cele. Niektórzy lubią również pracować z domu, ale to zdecydowanie nie jest mój styl pracy. 6. Urlopy. Do ilu dni urlopu wypoczynkowego rocznie uprawniony jest pracownik? I oczywiście, co w przypadku choroby? Można wówczas skorzystać ze znanego nam L4? W Stanach Zjednoczonych nie ma odgórnie określonej liczby dni wolnych. Tutejsze prawo pracy jest … specyficzne. Każdy pracodawca sam ustala liczbę przysługujących dni wolnych, czy co robić w wypadku choroby. W moim kontrakcie przysługuje mi… nielimitowana liczba dni wolnych. I niektórzy faktycznie to wykorzystują, wyjeżdżając na 5 tygodniowe wakacje 🙂 Jeśli chodzi o chorobę – nie muszę przedstawiać żadnego zaświadczenia lekarskiego. Po prostu informuję mój zespół, że jestem chora i nie będę danego dnia opiera się tutaj na wzajemnym zaufaniu i założeniu, że jednak jesteśmy rozsądni. Pracodawcy zależy na tym, żebyśmy my dobrze czuli się w biurze, a nam zależy na dostarczaniu dobrych wyników – win win!7. Jak pracodawcy kuszą pracowników do wybrania akurat TEGO miejsca pracy jako docelowe? Czy podejmują pod tym względem jakieś szczególne działania? Jednym z ważnych czynników jest, oczywiście, pensja, która musi być w pewien sposób konkurencyjna. Nie jest to, jednak, jedyny czynnik. W Stanach firmy programistyczne biją się między sobą na tzw. “perki” – oferują świetne ubezpieczenia zdrowotne dla pracownika i jego rodziny, zwracają koszty dojazdu do pracy, oferują karnety na siłownię lub zapewniają siłownię w biurze… No i oczywiście to legendarne jedzenie w pracy! W biurze w Nowym Jorku dużą wagę przykładamy też do promowania kultury pracy – jesteśmy stosunkowo niewielkim biurem, co sprawia, że pracuje się tu zupełnie inaczej niż w miejscu, gdzie na raz pracuje kilka tysięcy osób. Staramy się organizować przeróżne wydarzenia, w marcu obchodzimy Miesiąc Historii Kobiet, w lutym Miesiąc Historii Czarnych itd. Wszelkie tego typu działania sprawiają, że ludzie czują się tu komfortowo i budują koleżeńskie relacje ze współpracownikami. To na pewno jest także ważny czynnik, który przyciąga nowych pracowników. 8. Jakie znaczenie ma networking, budowanie sieci kontaktów w Stanach (również w formie online np. poprzez portal Linkedin)? Czy to pomaga w znalezieniu kolejnej oferty zatrudnienia? LinkedIn to bardzo dobre źródło ofert. Od kiedy mam tam profil, nie ma tygodnia, żebym nie otrzymała nowej oferty, czy nowych zaproszeń od rekruterów. Jest to też dobre miejsce do chwalenia się swoimi osiągnięciami – to na pewno nie zaszkodzi w późniejszym szukaniu pracy 🙂Życie w Stanach Zjednoczonych. Złote Jak mieszka się w Nowym Jorku, mieście Woodego Allena uwiecznionego w filmie Manhattan? Nie sposób też nie zapytać o standard i relację wynagrodzenia do kosztów życia (jedzenie, mieszkanie, transport)… Polubiłam Nowy Jork. Nawet to nieszczęsne i brudne metro (chociaż z tym akurat nie było łatwo – dosłownie musiałam się przesiąść z motocykla do komunikacji miejskiej…). Nie wchodząc w szczegóły (bo o kosztach życia tutaj można pisać i pisać), wydaje mi się, że zarabiając średnią pensję w Nowym Jorku, ma się znacznie wyższą zdolność kupna niż byłoby to w Polsce. Mówi się, że około 100 tysięcy dolarów rocznie spokojnie wystarczy, żeby utrzymać się w Nowym Jorku na całkiem niezłym poziomie. Mieszkania są najdroższym elementem tej układanki – jeśli ktoś chce mieszkać samodzielnie, musi liczyć się z wydatkiem minimum tysięcy dolarów miesięcznie. Warto też zwrócić uwagę na to, że w Nowym Jorku podatek jest bardzo wysoki. Składa się na niego podatek federalny, podatek stanowy i jeszcze dodatkowo podatek dla osób mieszkających w mieście. W sumie będzie to ponad 40% wynagrodzenia brutto! 10. David Sedaris powiedział kiedyś: “W innych częściach kraju, pary starają się pozostać razem dla dobra dzieci. W Nowym Jorku, starają się pozostać razem ze względu na mieszkanie.” – ponoć w Nowym Jorku bardzo trudno znaleźć mieszkanie. Jak to faktycznie wygląda i jakie są ceny wynajmu mieszkań? A może bardziej korzystny jest zakup mieszkania? Kiedy przyjechałam do Nowego Jorku, pracodawca zapewnił mi mieszkanie na pierwszy miesiąc mojego pobytu. Było to ogromne ułatwienie! Szukając swojego obecnego mieszkania, wysyłałam zapytania na liczne oferty, z reguły odpowiadali brokerzy. Wielu z nich szybko “rezygnowało ze współpracy” ze mną, kiedy tylko słyszeli, że chciałabym mieć w mieszkaniu pralkę. Nie byłam świadoma tego, że w Nowym Jorku mieszkanie z pralką to rzadkość! Mieszkania na Manhattanie są z reguły drogie, ciasne i bez żadnych widoków. Ludzie decydują się na Manhattan ze względu na miejsce, czy łatwość dojazdu. Jeśli chodzi o zakup mieszkania – niedawno mój znajomy z pracy przechodził przez ten proces. Nie jest to łatwe, ponieważ jest bardzo duża konkurencja wśród kupujących. Dodatkowo, rynek zdominowany jest przez firmy, które budują własne bloki, a następnie wynajmują w nich „Nowy Jork jest jedynym miastem na świecie, które należy do wszystkich. To nie jest Ameryka, tu jest wszystko. To miasto, którego 40 proc. populacji urodziło się za granicą. To miasto, w którym mówi się w każdym języku, w którym wyznawana jest każda religia, w którym mieszka każda rasa. Nie ma na ziemi miasta tak pełnego różnic, jak Nowy Jork” – zgadzasz się z tym? Jak to się przejawia na co dzień? Totalnie się z tym zgadzam. Pewnego dnia w metrze ze zdziwieniem zauważyłam, że jestem jedyną białą kobietą w wagonie. Pierwszy raz w życiu to ja poczułam się w mniejszości. Praktycznie każda nacja ma swoje miejsce w Nowym Jorku. Dla Polaków jest to Greenpoint, gdzie wpadam co jakiś czas, kiedy najdzie mnie ochota na pyszną kiełbasę i pączki 🙂 12. Biorąc pod uwagę system ubezpieczeń w USA, nasuwa mi się pytanie: czy myślisz o swojej finansowej przyszłości? Czy zbierasz oszczędności na emeryturę? Jak do tego podchodzą ludzie w Stanach? W Stanach nie ma jednego odgórnego systemu emerytalnego. Często składki emerytalne są kolejnym “perkiem” dostarczanym przez pracodawcę. Istnieje coś takiego jak 401(k) i z tego, co się orientuję, to tam większość ludzi trzyma swoje pieniądze. To taki system (prowadzony przez różne instytucje), na który co miesiąc wpłaca się konkretną składkę (a pracodawca często “dodaje coś od siebie”), a pieniądze są następnie inwestowane. Haczyk jest taki, że można je wypłacić dopiero po osiągnięciu konkretnego wieku (czyli np. 55 lat). Wcześniejsza wypłata jest możliwa, ale obarczona dodatkowymi kosztami. Wśród moich znajomych popularny jest też bitcoin. Wszyscy wokół kupują kolejne części bitcoinów i chyba w ten sposób myślą o swoim zabezpieczeniu finansowym na przyszłość 🙂13. A teraz zapytam nieco przekornie: czego nie ma w Stanach, a jest w Polsce i czego Ci brakuje? Planujesz kiedyś wrócić do Polski? Na ten moment nie umiem powiedzieć, kiedy wrócę do Polski. Ale raczej kiedyś to zrobię 🙂 Czego brakuje w Stanach? Niektórzy pewnie powiedzieliby, że “darmowej służby zdrowia” 😉 Mi często brakuje polskich filmów – “ograniczenia regionalne” skutecznie blokują wszelkie systemy VOD, a brak angielskich napisów do polskich produkcji sprawia, że trochę ciężko mi wprowadzić moich nowych znajomych do świata moich ulubionych polskich komedii 😉14. Co byś powiedziała osobom, które planują emigrować do Stanów Zjednoczonych? Jakieś złote rady? Chyba najważniejsze to to po prostu spróbować. Jestem pewna, że gdybym długo nad tym gdybała, to znalazłabym wiele powodów, dla których nie powinnam była jechać. Trzeba uwierzyć w siebie i swoje możliwości i jakoś to popłynie dalej 🙂 Zaintrygowało, zainspirowało? Nogi rwą się do podróży? Jeśli tak, to koniecznie zerknij do pozostałych artykułów z cyklu „Dookoła pracy” W tej serii ukazały się już: INDIE: O życiu i pracy w barwnych Indiach oczami RenatyNIEMCY: O życiu i pracy w urokliwej Bawarii oczami DorotyMALEZJA: Kraj nowych technologii, kiasu i aromatycznej kuchni, czyli życie i praca w Malezji okiem ZuzannyCZECHY: Kraj wojaka Szwejka, krecika i skalnych miast, czyli życie i praca w Czechach oczami AngelikiBAHRAJN: Perła Zatoki Perskiej, czyli o życiu i prowadzeniu własnej firmy w Bahrajnie oczami IzabeliANGLIA: Praca w kosmopolitycznym Londynie, czyli Anglia oczami ŁukaszaZJEDNOCZONE EMIRATY ARABSKIE: Praca w kraju wiecznego lata – Zjednoczone Emiraty Arabskie okiem Natalii
Już dawno zmiana przepisów w jednym ze stanów USA nie odbiła się w Polsce tak szerokim echem. W tym przypadku jednak amerykańska ustawa dotyczy wywołującego olbrzymie emocje tematu aborcji. W stanie Nowy Jork jest ona możliwa po 24. tygodniu ciąży, ale wbrew temu, co pisze część internautów - tylko w określonych Health Act (RHA), czyli "ustawa o zdrowiu reprodukcyjnym" to dokument, który znalazł się dokładnie pośrodku sporu między zwolennikami i przeciwnikami aborcji w Stanach Zjednoczonych. Mimo że został napisany na początku 2017 roku, na uchwalenie musiał czekać ponad dwa lata. 22 stycznia 2019 Senat stanu Nowy Jork przyjął ostatecznie zapisy ustawy, które od razu stały się przedmiotem gorącej dyskusji. Głosy oburzenia niektórymi przepisami RHA można usłyszeć nie tylko w USA, ale także poza granicami, między innymi w Polsce."Aborcja w Nowym Jorku dla każdego od ręki", "w stanie Nowy Jork [...] można zabijać dzieci nawet w końcowym etapie ciąży", "w praktyce będzie można zabić dziecko do końca ciąży", "politycy w Nowym Jorku oszaleli" - to tylko niektóre ze sformułowań, jakimi opisywano w Polsce wprowadzenie nowego prawodawstwa. Część z emocjonalnych wpisów nie odpowiada prawdzie. Wielu komentujących tę sprawę podkreślało, że zlikwidowano granicę 24-tego tygodnia, po którym dotychczas aborcja była możliwa wyłącznie w obliczu zagrożenia życia matki. Reproductive Health Act rzeczywiście zmienia zapisy dotyczące możliwych działań po 24-tym tygodniu ciąży i liberalizuje prawo aborcyjne, jednak tylko pod określonymi w ustawie warunkami. Późna aborcja, ale pod warunkiemUstawa przegłosowana w zeszłym tygodniu przez stanowy Senat wprowadza trzy kluczowe zmiany w kwestii prawa aborcyjnego: zmienia przepisy dotyczące tzw. "późnej aborcji" (z ang. late-term abortion), rozszerza liczbę pracowników służby zdrowia, którzy mogą wykonać taki zabieg ( o wykwalifikowane pielęgniarki i położne) oraz usuwa aborcję z kodeksu karnego i umieszcza ją w zakresie prawa zdrowia kontrowersje wywołuje pierwsza z nich. Dotyczy ona podnoszonej przez przeciwników aborcji w Polsce kwestii umożliwienia usunięcia ciąży po upłynięciu 24-tego tygodnia. Dotychczas prawo stanu Nowy Jork podawało tylko jedną sytuację, w której po tym terminie można było dokonać aborcji: zagrożenie życia matki. Reproductive Health Act poszerzył ten z zapisami dokumentu, od 25-tego tygodnia ciąży jej usunięcie jest dozwolone także w dwóch dodatkowych przypadkach: kiedy płód po urodzeniu nie będzie zdolny do życia i kiedy nie tylko życie matki, ale także jej zdrowie jest zagrożone. Nie oznacza to jednak, że okres, w którym dokonanie aborcji jest możliwe bez podania przyczyny, został wydłużony - nadal kończy się wraz z 24-tym tygodniem (czyli 6 miesiącem i 2 trymestrem).Pacjentka może dokonać aborcji, jeśli zgodnie z profesjonalnym, rozsądnym i opartym na dobrej wierze osądzie lekarza, bazującym na faktach dotyczących pacjentki, jest ona przed dwudziestym czwartym tygodniem ciąży, płód nie wykazuje żywotności lub aborcja jest konieczna w celu ochrony życia lub zdrowia sieci pojawia się wiele grafik z informacją, że hipotetycznie ciążę można usunąć nawet w dniu porodu. W rzeczywistości jednak taka sytuacja jest możliwa wyłącznie w momencie, w którym ewentualny poród mógłby zagrozić życiu czy zdrowiu dziecka lub matki. W przypadku wystąpienia takiego niebezpieczeństwa, decyzja o usunięciu ciąży najprawdopodobniej zostałaby podjęta odpowiednio wcześniej."Urodziłem się o 12:05. W Nowym Jorku to całkowicie legalne, żeby zabić mnie o 12:04" 2,3 procentAmerykańscy komentatorzy opisujący tę zmianę podkreślają także fakt statystyczny, który należy brać pod uwagę w ocenianiu decyzji nowojorskiego senatu. Zgodnie z ostatnimi dostępnymi danymi pochodzącymi z 2016 roku, aborcje dokonane w 20. tygodniu i później stanowiły zaledwie 2,3 proc. wszystkich wykonanych zabiegów w Stanach Zjednoczonych. W 2015 roku po 21. tygodniu dokonano 1,3 proc. 2016 roku w stanie Nowy Jork przeprowadzono ponad 87 tysięcy zabiegów usunięcia ciąży. Stanowiło to 9,8 proc. wszystkich aborcji dokonanych na terenie Stanów Zjednoczonych. Takie proporcje plasują ten stan na pierwszym miejscu w USA. Różnica między pierwszym a drugim miejscem jest znaczna - na znajdujący się za Nowym Jorkiem Teksas przypada 6,1 proc. wszystkich dokonanych podzieloneW przełomowym dla prawodawstwa amerykańskiego w kwestii aborcji wyroku Sądu Najwyższego z 1973 r. określono, że prawo kobiety do aborcji nie jest absolutne i stany mogą ustalać swoje własne restrykcje, dotyczące między innymi zagrożenia życia dziecka lub fizycznego i psychicznego zdrowia z danymi zebranymi przez Guttmacher Institute, ośrodek badawczy zajmujący się tematyką zdrowia reprodukcyjnego, na 1 stycznia 2019 roku 43 z 50 stanów zakazywały aborcji po przekroczeniu pewnego punktu w trakcie trwania ciąży. W przypadku 17 z nich granica została ustalona w okolicach 20-tego tygodnia. 19 stanów zezwala na tzw. "późną aborcję" w celu ochrony zdrowia lub życia matki. Po uchwaleniu nowego ustawodawstwa 20-tym stanem uzależniającym zgodę na takie usunięcie ciąży stał się Nowy Konkret24, Snopes; Zdjęcie tytułowe: Shutterstock
Wakacje w Meksyku były zupełnie inne niż nasze typowe wyjazdy. Nic dziwnego – zabrałam na nie moich rodziców, a właściwie… to oni zabrali mnie. Planując ten wypad, musiałam mieć z tyłu głowy wszystko, co wiąże się z powyższym – mniej ganiania, więcej relaksu, a przede wszystkim troska o bezpieczeństwo moich bliskich. A przy tym, nie mogłam nie wcisnąć tam swoich trzech groszy. Tak właśnie powstał plan na jukatański road trip: 2 tygodnie pełne pięknych plaż i podążania śladami Majów; miks relaksu i eksplorowania miejsc, które oferuje półwysep. Ciekawi, co znalazło się w naszym programie? Zapnijcie pasy. Jukatan w dwa tygodnie – gotowy plan podróży 1. Cancún [1 noc] Jeśli wybieracie się na Jukatan, najprawdopodobniej wylądujecie właśnie w Cancún, na samym skraju półwyspu – tam, gdzie kwitnie amerykańska turystyka, a europejskie tyłki smażą się na plaży w hotelowej części miasta. W Cancún możesz odpocząć, poimprezować lub tak jak my – przenocować po męczącym locie i wyruszyć w dalszą drogę. Gdzie spać w Cancún? Z racji tego, że w Cancún spędziliśmy jakieś +/- 12 godzin (w tym większość czasu w łóżku), postawiłam na prosty guest house, oddalony o zaledwie kilka kilometrów od lotniska. Wybór padł na Villa Airport B&B – ekonomiczny, z wygodnym łóżkiem i śniadaniem w cenie. 2. Tulum [3 noce] Ach, to Tulum! Ile ja się naczytałam o tym mieście: że przepiękne, klimatyczne; że zepsute turystyką, insta- smoothie bowlem i śmierdzące przez inwazję glonów, które okupują plaże. Nigdyś mekka backpackerów, dzisiaj kipi przepychem pełne luksusowych cabañas z widokiem na spokojne, karaibskie fale. Mam wrażenie, że do Tulum przyjeżdża się po trzy rzeczy: nocleg w domku na plaży, pyszne tacos i to zdjęcie ze Świątynią Boga Wiatru. Co warto zrobić w Tulum? odwiedzić ruiny Majów,zanurkować w Gran Cenote,odkryć na rowerze zakamarki miasta. Gdzie spać w Tulum? Tulum dzieli się na trzy strefy: zona hotelera przy prywatnej i publicznej plaży – to tutaj znajdują się najlepsze i najdroższe hotele (z Azulik na czele), ville, beach cluby i stylowe knajpki,Tulum pueblo – właściwa część miasta z główną ulicą, wokół której skupione są małe, lokalne restauracje, kolorowe hostele i sklepiki z rękodziełem,Aldea Zama– nowoczesna dzielnica wciśnięta między plażę a miasto; systematycznie rozwijana o kolejne, zjawiskowe condominia z basenami na dachach i wynajmem w (jeszcze) zupełnie nietulumowych cenach. Długo szukałam miejsca, które byłoby stosunkowo tanie, a przy tym pozwoliło nam liznąć odrobinę luksusu i wypocząć w prawdziwie królewskim stylu. Tak trafiłam na Querido Tulum w Aldea Zama – mieszkanie, które wspólnie okrzyknęliśmy najlepszym lokum całego tripu. Źródło: Airbnb 3. Akumal Akumal to niewielkie miasteczko położone między Tulum a Playa del Carmen. To w tym rejonie można spotkać karaibskie żółwie, które w poszukiwaniu ulubionej trawy podpływają aż pod samą plażę. Ostatnie lata przyniosły wiele zmian w rezerwacie: płatne wejście, specjalnie wytyczone strefy do pływania z przewodnikiem i dzienne ograniczenia w liczbie ludzi, którzy mogą uczestniczyć w tej atrakcji. Miło wspominam to snorkowanie – widzieliśmy z 5 żółwi i dwie płaszczki, które lawirowały nam pod nogami. Niemniej, gdybym była sama, zaryzykowałabym i szukała żółwi bez pomocy przewodnika ;) 4. Bacalar [2 noce] Bacalar jest perełką w rejonie Quintana Roo, miasteczkiem skrytym w cieniu Tulum, gdzie wciąż nie dociera wielu ludzi. Ulokowane nad zjawiskową Laguną Siedmiu Kolorów, stało się moim must’em, gdy tylko pierwszy raz usłyszałam o tym miejscu. Bacalar zachwyci wszystkich, który cenią leniwy, niespieszny wypoczynek, amatorów sportów wodnych i osoby, które – tak jak ja! – wielbią guacamole. Co warto zrobić w Bacalar? wybrać się na paddleboarding podczas wschodu słońca,przepłynąć kajakiem lagunę na wskroś,nasmarować się błotkiem w Kanale Piratów. Gdzie spać w Bacalar? Nieograniczony dostęp do laguny zapewniają tylko hotele położone tuż nad samą wodą – drogie kompleksy, ale także świetne, bardziej ekonomiczne hostele. Wysokimi ocenami cieszy się np. hostel The Yak Lake House. Trafiliśmy tam przez przypadek, szukając kajaków, a znaleźliśmy klimatyczne, studenckie miejsce z Margaritą w doskonałej cenie. Dobrą lokalizacją na nocleg w Bacalar jest również centrum miasta. Nasz apartament Suite Africanos przy głównym placu wynajęliśmy przez Airbnb – mieszkanie urządzone ze smakiem, nieco hałaśliwe nocą. Źródło: Airbnb 5. Ruiny Calakmul [1 noc] Mój prywatny numer jeden wśród pozostałości po cywilizacji Majów. Mówi się, że to jedno z najbardziej niedostępnych stanowisk archeologicznych na Jukatanie. Nic dziwnego – do ruin prowadzi 2-godzinna dziurowa droga, która przecina nieprzebrane połacie dżungli. Na jej końcu czekają ogromne świątynie, po których wciąż – w odróżnieniu od słynnej Chichén Itzá – można się wspinać. Gdzie spać w okolicy Calakmul? Najlepszym sposobem na zwiedzenie biosfery Calakmul jest zatrzymanie się w jednym z pobliskich miasteczek. Naszym miejscem wypadowym stał się Xpujil, oddalony o ok. 40 minut jazdy do wejścia do parku (+ kolejne 2 godziny do ruin). W Xpujil wybraliśmy prosty, ale czysty i przyjemny Hotel Villa Calakmul, idealny na 1 noc. 6. Mahahual [1 noc] W drodze z powrotem na północ wróciliśmy na plażę – do niewielkiego Mahahual i najpiękniejszych odcieni turkusu, którymi mieniła się woda. Mahahual jest ważnym punktem na mapie ogromnych, amerykańskich promów. To wokół nich kręci się całe życie w mieście, od momentu przybicia do brzegu do zachodu słońca i powrotu turystów na pokład statku. Nie zmienia to jednak faktu, że Mahahual jest świetnym miejscem do spróbowania snorklingu i nurkowania z butlą. Zaledwie kilkaset metrów od brzegu rozciąga się rafa koralowa, dom dla tysięcy kolorowych rybek i żółwi. To tutaj po raz pierwszy założyłam na plecy butlę i zeszłam 10-12 metrów pod powierzchnię wody. Wow! Gdzie spać w Mahahual? Im dalej od portu, tym spokojniej i mniej ludzi z promu. Na jedną noc w Mahahual zatrzymaliśmy się w Hotel Blue Reef i… żałuję, że nie mogliśmy spędzić tam więcej czasu! Piękny apartament z kuchnią i tarasem z widokiem na morze, basen na dachu i beach bar do dyspozycji gości – czego można chcieć więcej od leniwych wakacji? Źródło: Booking 7. Valladolid [3 noce] Po odpoczynku na plaży przyszedł czas na odrobinę miejskich wakacji. Valladolid jest klimatycznym, kolonialnym miasteczkiem położonym w samym sercu Jukatanu. Zabudowany niskimi domkami w pastelowych barwach, wypełniony historią i tradycją, Valladolid stanowi doskonałą bazę wypadową do pobliskich cenotes i najważniejszych ruin Majów. Co warto zrobić w Valladolid? odwiedzić cenotę Zaci w centrum miasta,obejrzeć nocny pokaz świateł i dźwięków na murach klasztoru San Bernardino,przespacerować się ulicą Calzada de los frailes,zejść pod ziemię i zobaczyć słynne cenotes: Suytun, Xkeken i Samula. Gdzie spać w Valladolid? W centrum miasta! Bardzo dobrze oceniam nasz pobyt w Casa Daniels, ulokowanej zaledwie kilka przecznic od głównego placu, cenote Zaci i klasztoru San Bernardino. Na terenie guest house’u znajduje się basen i piękny ogród, gdzie każdego ranka serwowano nam śniadanie. Źródło: Booking 8. Ruiny Chichén Itzá Być na Jukatanie i nie zobaczyć jednego z siedmiu nowych cudów świata? To się nie widzi! To prawda – piramida Kukulcana w Chichén Itzá jest imponująca, ale w jej cieniu kryją się tysiące kramów, stoisk, sprzedawców przekrzykujących się w dziesiątkach języków, tłumy turystów i cena za wejście, która w ostatnich latach mocno poszybowała w górę. Opuściłam to miejsce z poczuciem, że – jak na mój gust – trochę to wszystko jest przereklamowane. 9. Isla Holbox [3 noce] To było idealnie zakończenie tych wakacji: dużo plażowania, dużo krewetek i dużo drinków. Polubiłam Holbox za luz, nieśpieszne tempo i vibe małego, nadmorskiego miasteczka. Wyspa Holbox największe oblężenie przeżywa w okresie czerwiec-wrzesień, kiedy rejony te nawiedzają ogromne rekiny wielorybie, a poza tym… jest niepozornym rajem, którego nie dosięgły jeszcze szpony masowej turystyki. Co warto zrobić na wyspie Holbox? wypocząć na hamaku na Punta Cocos,spędzić ranek, spacerując po piaskowych wysepkach na Punta Mosquito,odkryć zjawisko bioluminescencji. Gdzie spać na wyspie Holbox? Swój wymarzony zakątek znalazłam na zachodzie Holbox, pomiędzy centrum a Punta Cocos, prawdopodobnie najpiękniejszym miejscem na wyspie. Casa Blat-ha, oddalona o 100 m od plaży, dała mi wszystko, czego potrzebowałam podczas tych kilku dni – trochę komfortu, trochę morskiej bryzy i szopy pracze, które nocą zakradały się aż pod nasz taras. Źródło: Booking Taki był ten nasz Meksyk: niezbyt intensywny, nastawiony na powolne smakowanie i rozkoszowanie się wakacjami po drugiej stronie oceanu; a przy tym doprawiony ciekawością i odkrywaniem tajemnic, które kryją się za zasłoną innego, całkiem odległego świata. M.
nowy jork w dwa tygodnie