Tłumaczenia w kontekście hasła "jazda na szalonym" z polskiego na angielski od Reverso Context: To jak jazda na szalonym koniu do płonącej stajni. Jechać (na koniu lub innym zwierzęciu) Znaczenie snu jechać na koniu. Gdy śni Ci się, że jedziesz na ośle, jest to znak, iż ludzie z Twojego otoczenia będą złośliwie i niesłusznie z Ciebie kpić. Jazda na słoniu to znak, iż wkrótce w Twoim życiu będzie miała miejsce jakaś przyjemna przygoda, po której pozostaną Ci piękne Nie widzimy co dzieje się za kulisami – tak jak mówiłam – jazda na słoniu to tylko wierzchołek góry lodowej – samo obcowanie z tym zwierzęciem jako podopiecznym wymaga wiedzy i cierpliwego treningu. Nie ma znaczenia czy uczymy je jazdy na grzbiecie, czy bycia po prostu bezpiecznym w kontakcie z człowiekiem. W ogólnym tłumaczeniu, sen o słoniu symbolizuje destrukcyjną siłę. Zaznaczamy jednak, słowo "destrukcyjna" nie musi być tożsame z określeniem "zła". W niektórych przypadkach, motyw słonia podpowiada, że osoba śniąca nie kontroluje swojej siły (niekoniecznie fizycznej), co stwarza ogromne zagrożenie, dla niej i dla bliskich jej Rozległe plaże, palące słońce i podłużne łódki czekające w mule na przypływ. My, w przyklejonych od wilgoci ubraniach, sączymy sok z rozkrojonego kokosa. Jazda na słoniach, pływanie z delfinami czy selfie z tygrysem – to tylko początek nieeetycznych atrakcji dostępnych w różnych zakątkach świata. fot. Shutterstock. Jak wynika z raportu „Checking out of cruelty”, ponad 500 tys. dzikich zwierząt żyje w niewoli i cierpi, aby służyć jako atrakcja dla turystów. Jak podaje WP . Planujecie w najbliższym czasie podróż do Tajlandii? To świetnie, Kraina Uśmiechu ma naprawdę wiele do zaoferowania odwiedzającym ją rokrocznie turystom. Zanim jednak dacie namówić się któremuś z miejscowych naciągaczy na wizytę w pseudo „sanktuarium” i przejażdżkę na słoniu (tak popularną „atrakcję”, szczególnie w okolicach Chiang Mai), koniecznie musicie zapoznać się z naszą poniższą listą dziesięciu powodów, dla których absolutnie nie powinniście tego robić (dla dobra tych zwierząt, jak i dla czystego sumienia). 1. Słonie nie są przystosowane do dźwigania dużych ciężarów2. Aby stały się posłuszne, małym słoniom „łamie się duszę”3. Poganiacze słoni używają ostrych narzędzi do ich karcenia4. Wiele słoni do „sanktuariów” trafia nielegalnie5. Słonie często trzymane są w tragicznych warunkach6. Słonie w obozach zmuszane są do „pracy” ponad swoje siły7. Słonie to zwierzęta społeczne, a w obozach trzymane są w izolatkach8. Słonie są przekarmiane przez odwiedzających je turystów9. Stare i schorowane słonie są pozostawiane na pastwę losu10. Przejażdżka na słoniu nie jest warta swojej cenyZapisz pina! 1. Słonie nie są przystosowane do dźwigania dużych ciężarów Wbrew powszechnym opiniom, słonie nie są przystosowane, aby przez cały dzień wozić na sobie turystów! Takie działania mogą doprowadzić nawet do trwałego urazu kręgosłupa, a także wielu innych zdrowotnych komplikacji. Niestety, zamiast gładkich, okrągłych dysków, kręgosłup słoni ma ostre, kościste wypukłości, które są bardzo wrażliwe na jakikolwiek ciężar. Ponadto, aby mogły wozić ludzi, słoniom przymocowuje się do pleców niewygodne (często metalowe) siedziska (tzw. „howdah”), które podczas przejażdżki ocierają się o skórę zwierzęcia i powodują niebezpieczne (prowadzące do zakażeń) pęcherze i obtarcia. Typical elephant ride, Thailand 2. Aby stały się posłuszne, małym słoniom „łamie się duszę” O tym, jak wygląda brutalny rytuał oswajania słoni (tzw. phajaan), od dawien dawna stosowany w Tajlandii, pisaliśmy już w osobnym poście. Jest to zdecydowanie jeden z głównych powodów, dla którego nie powinniście jeździć na słoniach. Małe słoniątka oddzielane są siłą od matek, zamykane w ciasnych klatkach, a następnie bestialsko torturowane, do czasu aż staną się posłuszne. Oczywiście nie twierdzimy, że w każdym obozie dla słoni są one w ten sposób udomowiane (ostatnimi czasy widać drobną poprawę, a listę godnych uwagi, etycznych sanktuariów dla słoni znajdziecie tutaj). Nie mniej jednak wciąż istnieją miejsca w Tajlandii, w którym ten rytuał się praktykuje. Z tego też względu, dla dobra słoni najlepiej w ogóle odpuścić sobie tego typu „atrakcje”. Typical elephant camp, Thailand 3. Poganiacze słoni używają ostrych narzędzi do ich karcenia Kolejny ważny aspekt, który skutecznie powinien zniechęcić Was do przejażdżki na słoniu, a którego sami byliśmy świadkami podczas naszej podróży do Chiang Mai. Otóż w jednym z pseudo-obozów, na naszych oczach przywołano „do porządku” pewne biedne słoniątko. I może wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że do tego celu użyto ostrego, metalowego haka. Niestety, takie praktyki wciąż mają miejsce, i naprawdę trudno przewidzieć, czy i „naszego” słonia, na którym zamierzamy jeździć, w ten sposób nie potraktują. Bardzo często bowiem metodą tą karci się słonie (i przywiązywane do nich nieraz słoniątka) podczas przejażdżki z turystami, aby utrzymywały one nadane przez poganiacza ((tzw. mahout’a) tempo. Co więcej, nie rzadko oprócz metalowych haków stosuje się bardziej „wyrafinowane” narzędzia, takie jak np. rażenie prądem. Typical elephant camp, Thailand 4. Wiele słoni do „sanktuariów” trafia nielegalnie Następny ważny powód, o którym nie sposób nie wspomnieć. Okrutny proceder, który z pewnością w sporej mierze przyczynia się do wyginięcia azjatyckich słoni i wpisania ich na listę gatunków zagrożonych. Czy wiecie, że wiele słoni wykorzystywanych w przemyśle turystycznym w Tajlandii do obozów trafiło zupełnie nielegalnie? Najczęściej przywozi się je z sąsiedniej Birmy lub innego kraju, gdzie żyły sobie w spokoju na wolności. Smutne to, ale jak się okazuje niestety bardzo prawdziwe. Typical elephant camp, Thailand 5. Słonie często trzymane są w tragicznych warunkach Niestety, wiele obozów dla słoni (tudzież pseudo-sanktuariów), przetrzymuje je w tragicznych warunkach. Po całodziennych przejażdżkach z setkami turystów na grzbiecie, przykuwane są łańcuchami i zwyczajnie zamykane w klatkach. O przestrzeni niezbędnej dla ich ruchu nie ma więc mowy. Ponadto wciąż zdarza się, iż są odwodnione i/lub nie otrzymują odpowiedniej ilości jedzenia, a to, którym są karmione jest złej jakości. Typical elephant ride, Thailand 6. Słonie w obozach zmuszane są do „pracy” ponad swoje siły Punkt mocno związany z poprzednim. Często słonie w obozach nie tylko trzymane są w strasznych warunkach, ale także zmuszane do całodziennej, wyczerpującej pracy, która jest ponad ich siły. Chociaż może wydać się to nieprawdopodobne, wciąż słyszy się o miejscach, w których zwierzęta te „pracują” nawet po 14 godzin dziennie, przez 7 dni w tygodniu! Jak łatwo można się domyśleć, tak wytężona praca źle odbija się na ich zdrowiu, a długotrwałe wędrówki z turystami na grzbiecie, prowadzą do licznych infekcji i urazów kończyn. Niestety, fatalne warunki życia i praca „ponad normę”, są częstą przyczyną przedwczesnej śmierci tych zwierząt. Typical elephant ride, Thailand 7. Słonie to zwierzęta społeczne, a w obozach trzymane są w izolatkach Innym nie mniej ważnym powodem, dla którego nie powinniście jeździć na słoniach jest fakt, iż niczym ludzie, są one niezwykle towarzyskie i do prawidłowego funkcjonowania potrzebują kontaktu z innym osobnikiem. Niestety, w niektórych obozach przez większość dnia nie mają one nawet styczności z innymi słoniami, a po „pracy” trzymane są w izolatkach, co źle odbija się na ich zdrowiu psychicznym. Ponadto, warto pamiętać, że słonie mają swoje uczucia i tak samo jak my odczuwają ból i cierpienie! Typical elephant camp, Thailand 8. Słonie są przekarmiane przez odwiedzających je turystów Kolejny ważny aspekt, którego również byliśmy świadkami. Otóż każdy turysta, który przez przypadek (lub nie) trafi do pseudo-obozu, będzie miał możliwość „nagrodzenia” swojego słonia w postaci nakarmienia go trzciną cukrową lub bananem (za którą oczywiście trzeba dodatkowo zapłacić). I może nie byłoby to takim wielkim problemem, gdyby nie fakt, że taki słoń dziennie dostanie takich niezdrowych przysmaków o wiele więcej, niż tego potrzebuje (czytaj od wszystkich, którzy na nim jadą). Niestety, dieta słoni to bardzo ważny czynnik wpływający na ich zdrowie, a tego typu wysokocukrowe smakołyki, podawane w zbyt dużych ilościach, działają tylko na niekorzyść zwierzęcia. Typical elephant camp, Thailand 9. Stare i schorowane słonie są pozostawiane na pastwę losu Niestety, często słyszy się o tego typu procederze. Słonie, które są już tak stare lub schorowane, że nie nadają się do pracy i zarabiania pieniędzy, porzucane są na pastwę losu, najczęściej do dżungli, gdzie nie mają absolutnie żadnej szansy na przetrwanie, gdyż od małego przyzwyczajone są do życia w obozie i karmienia przez ludzi. To tylko pokazuje, jak wielką krzywdę tym zwierzętom wyrządza bolesny rytuał „oswajania”. Typical elephant camp, Thailand 10. Przejażdżka na słoniu nie jest warta swojej ceny Ostatnim, nie tak istotnym jak wszystkie pozostałe, ale wciąż jednym z argumentów, dla których nie warto jeździć na słoniach jest fakt, iż jest to najzwyczajniej w świecie stosunkowo droga „atrakcja”. Za przejażdżkę na słoniu w pakiecie z robieniem zdjęć i dokarmianiem (o zgrozo!) w Tajlandii musimy bowiem zapłacić nawet 1500 bahtów za osobę! Jeśli porównać to na przykład z kosztami pysznego, ulicznego jedzenia (które dostaniecie nawet za kilka złotych), czy też jakiegoś podstawowego noclegu, to wypada to naprawdę bardzo niekorzystnie. A uwierzcie nam, również i przyjemność z tego niewielka (żeby nie powiedzieć żadna). Elephant ride, Thailand PS. Oczywiście argumentów za tym, aby nie jeździć na słoniach moglibyśmy przytoczyć jeszcze więcej. Powyżej zebraliśmy tylko te naszym zdaniem najistotniejsze. Mamy nadzieję, że powyższe powody skutecznie zniechęciły Was do jazdy na słoniach w Azji. Jeśli tak, udostępnijcie artykuł dalej, aby inni nie popełnili tego błędu! Zapisz pina! Related posts Cześć! Dzisiaj będzie post „przegadany”, bo zdjęć z żadnej z wymienionych przez nas atrakcji nie posiadamy. Jest to również dla nas bardzo ważny wpis, ponieważ sami staramy się, aby nasze podróżowanie nie było bezmyślne, a tym bardziej nie chcemy, aby komuś przez nas działa się krzywda. Zapraszamy na post: Tajskie atrakcje, którym mówimy NIE Tajski raj turystyczny W Tajlandii spędziliśmy równe dwa miesiące i z pewnością do niej jeszcze wrócimy. Tajlandia jest krajem niezwykle przyjaznym turyście, gdzie wszystkie atrakcje są na wyciągnięcie ręki. Jest wręcz idealna, jeśli po raz pierwszy wybieramy się do Azji, a nie chcemy przeżyć drastycznego szoku kulturowego. Tajlandia kojarzy się z miejscem dzikim, odległym, gdzie słonie hasają po ulicach, a włochate pająki wielkości dłoni są codziennymi gośćmi w naszych bambusowych chatkach. W rzeczywistości, aby zobaczyć dzikie zwierzęta w ich naturalnym środowisku trzeba się naprawdę postarać. W końcu dla tych zwierzątek jesteśmy zagrożeniem, którego chcą unikać. Mimo, że naprawdę marzyliśmy o bliskim spotkaniu ze słoniem czy tygrysem, jeszcze przed wyjazdem obiecaliśmy sobie, że będziemy unikać wszelkich sztucznych atrakcji, które w jakikolwiek sposób przyczyniają się do cierpienia ludzi i zwierząt. Tajlandia jest krajem tak kolorowym i różnorodnym, że i bez tych kilku „przyjemności” można w szalony sposób spędzić swoje wakacje! Oto trzy bardzo popularne tajskie atrakcje, którym stanowczo mówimy NIE i mamy nadzieję, że szybko znikną z broszur turystycznych! Tajskie atrakcje, którym mówimy NIE Jazda na słoniu Jesteśmy bardzo, bardzo szczęśliwi, że ten temat jest już tak wszechstronnie omawiany i opisywany! Chcemy dołożyć też swoją cegiełkę – może akurat ktoś nie zdecyduje się na tę atrakcję po przeczytaniu naszego posta? Dlaczego jazda na słoniu jest taka zła? W końcu te zwierzęta od wieków były wykorzystywane do przewozu ładunków. Dla Tajów słoń, to jak nasz polski koń, można by powiedzieć. Niestety nie jest to wszystko takie proste. Mamy świadomość, że Tajowie traktują słonie jak zupełnie normalne zwierzęta, które od wieków wspierały ich gospodarkę. Słonie żyjące w niewoli od dziecka nie poradziłyby sobie wypuszczone na wolność. My jednak nie chcemy potępiać i rzucać kamieniami. Jest to problem zbyt złożony, a hasła głoszące – wypuścić wszystkie więzione słonie do dżungli – są po prostu śmieszne. Uważamy jednak, że jazda na słoniu nie jest fajna. Dźwiganie ogromnego kosza z kilkorgiem ludzi w środku na grzbiecie nie jest fajne. A już sama tresura jest istną makabrą! Otóż słonie to bardzo dumne i inteligentne stworzenia. I aby taki słoń był na tyle posłuszny, żeby dźwigał kosz pełen ludzi na swoim grzbiecie przez 10 godzin, dzień w dzień, musi zostać odpowiednio wytresowany. Taka tresura to istny koszmar dla zwierzęcia – jeszcze jako dziecko, słoń zostaje oddzielony od matki i zamknięty w klatce, która uniemożliwia mu poruszanie się. Słoniątko jest bite, okaleczane i głodzone przez kilka tygodni – cały ten proces nazywa się łamaniem ducha. Następnie po tygodniach katuszy, do słoniątka przychodzi mahout, czyli wybawiciel. Jako pierwszy karmi i poi biedne zwierzę i uwalnia z łańcuchów. Tym samym słoń staje się mu bezgranicznie oddany i posłuszny… Czy takie cierpienie jest warte jednej fotki? Szczerze wątpimy, że ktokolwiek, kto ma świadomość, jak wygląda cały ten proces, wykupi taką przejażdżkę. Jako alternatywę możemy Ci zaproponować odwiedziny np. w Parku Kao Yai, gdzie możesz zobaczyć cudowne słonie w ich naturalnym środowisku! 🙂 Piękne uczucie! ❤ Porady praktyczne jak tam się dostać znajdziesz we wpisie: Park Khao Yai – dżungla dla początkujących. A to ile radości sprawiło nam zobaczenie dzikich słoni na wolności możesz zobaczyć (i posłuchać) w naszym filmie na YouTube: Autostop i dzikie słonie w Tajlandii. Wizyta w sanktuarium tygrysów Kilka lat temu, gdy słyszeliśmy o świątyni Tygrysów w Tajlandii nasuwało nam się jedno wielkie: WOW! Majestatyczne i niebezpieczne drapieżniki na wyciągnięcie ręki! Można zrobić sobie z nimi zdjęcie, pogłaskać, przytulić, a nawet wyprowadzić na smyczy… Czytaliśmy, że w takich sanktuariach te dzikie koty są pod świetną opieką buddyjskich mnichów, którzy czuwają nad ich bezpieczeństwem. Przeżyliśmy szok, gdy wyszło na jaw, w jak okropnych warunkach przetrzymywane są te piękne koty i ile muszą wycierpieć, aby być bezpieczną atrakcją dla turystów! W połowie 2016 roku w jednym z tajskich sanktuariów odkryto, że zwierzęta przebywające w świątyni są przetrzymywane w skandalicznych warunkach. Na terenie świątyni znaleziono kilkadziesiąt martwych tygrysiątek. Podejrzewano również, że tygrysy były zabijane dla skór, kłów czy kości, które potem były sprzedawane za bajońskie kwoty kolekcjonerom… Ponadto spotkaliśmy się również z zarzutem, że zwierzęta często były otumanione narkotykami, aby turysta mógł spokojnie i bez strachu się do nich przytulić. W głowie nam się to nie mieści.. Buddyjski klasztor, mnisi, świątynia – jak to możliwe, że działa się tam taka tragedia? Dlatego teraz, nawet jeśli sytuacja uległa poprawie, my nie chcemy wspierać tego biznesu. Odwiedziny w wiosce plemienia Karen Odwiedzając północne rejony Tajlandii z pewnością natkniesz się na szeroko reklamowaną wycieczkę w odwiedziny do plemiona Karen. Plemię to znane jest na całym świecie przede wszystkim z tradycji nakładania metalowych obręczy na szyje przez kobiety. Obręcze te w sposób nienaturalny wydłużają odcinek szyjny kobiet i powodują, że sama szyja wydaje się być bardzo długa. Niestety wioska ta jest jedynie sztucznym tworem, które przynosi ogromne dochody tajskiej turystyce. Najstraszniejsze jest jednak to, że często Ci ludzie są po prostu zmuszeni przez swoją sytuację polityczną do bycia eksponatami w tym ludzkim zoo. Zazwyczaj są oni emigrantami z Birmy, którzy uciekli ze swojego kraju przed wojną i prześladowaniami. Często nie mają statusu uchodźcy i żadnych praw (w tym również prawa do oficjalnego zatrudnienia). Złamanie tajskiego prawa spowodowałoby ich deportację i przekazanie w ręce rządu Birmańskiego. Rząd Tajski znalazł rozwiązanie – stworzenie atrakcji turystycznej, która rokrocznie przynosi ogromne dochody tajskiej turystyce. Właściciele wiosek z pieniędzy za bilety wstępu opłacają Karenom pozwolenia na pracę w skansenie, w zamian prosząc „jedynie” o piękne uśmiechy do obiektywów. Cała ta sytuacja wydaje nam się po prostu chora, a podglądanie życia mieszkańców sztucznie stworzonej wioski to po prostu nie nasza bajka! Milordzie! Mamy nadzieję, że post Ci się spodobał i oczywiście czekamy na Twoje komentarze z wrażeniami z podróży po Tajlandii czy Azji w ogóle! Justyna i Tomek Posty, które Cię zainteresują Skuter w Tajlandii – czy warto? Ile kosztuje miesiąc podróżowania po Tajlandii Północnej? Autostopem przez Tajlandię i Malezję – informacje praktyczne Słonie w Tajlandii to kontrowersyjny temat. Gdy byliśmy w Tajlandii w 2013 roku WWF zbierało właśnie podpisy pod petycją do premier Tajlandii o wprowadzenie całkowitego zakazu handlu kością słoniową. Słonie w Tajlandii – gdzie jest problem W Tajlandii dopuszcza się do obrotu kość pozyskaną z żyjących tu słoni. To zaś otwiera całą masę możliwości do czarnorynkowych interesów i powoduje, że Tajlandia jest światowym liderem w nielegalnym handlu kością pochodzącą z Afryki. Nie trzeba chyba dodawać, że oznacza to śmierć dla tysięcy afrykańskich słoni każdego roku. Ośrodki dla słoni w Tajlandii Zaraz po przyjeździe do Tajlandii rzuciła nam się w oczy ogromna ilość wszelkiego rodzaju prywatnych ośrodków dla słoni. Na każdym kroku reklamowali się kolejni właściciele oferując turystom wszelkie słoniowe atrakcje, od jednodniowych wizyt w obozie po wielodniowe trekkingi. Przejażdżka na słoniu, kąpiel, karmienie, pokaz malowania trąbą to tylko kilka pierwszych z brzegu atrakcji. Nie muszę chyba dodawać, że cieszą się one niezwykłą popularnością – czy jest ktoś, kto nie lubi słoni? Oczywiście chcieliśmy zobaczyć słonie w Tajlandii, najchętniej w naturalnym środowisku, szczególnie, że nasze poszukiwania w Indiach były mało owocne. Żadna z tajskich ofert nas jednak nie zachęciła. Co innego patrzeć z daleka na dzikie słonie na wolności, a co innego jeździć na nich i kazać im robić dziwne sztuczki. No jednym słowem nie lubimy takich atrakcji i nie zamierzaliśmy wybierać się na żaden trekking. Temat uznaliśmy za zamknięty, aż natknęłam się na tę petycję WWF. No i zainspirowało mnie to do poszukania informacji o ogólnej sytuacji słoni w Tajlandii, szczególnie właśnie tych w ośrodkach. Oficjalnie… Wszystkie te miejsca podkreślają, że trzymane przez nich słonie zostały odbite przemytnikom lub zabrano je od ciężkiej pracy przy wyrębie lasów. Teraz rzekomo żyje im się lepiej, bo mają lżejszą pracę, są lepiej karmione i zadbane. A te kilka godzin dziennie z turystami to jest sposób na zarobienie na ich utrzymanie. Tak przeczytamy na ulotkach i w folderach reklamowych. Słonie w Tajlandii – mniej oficjalnie… Gdy pogrzebałam trochę w Internecie, okazało się, że sprawa nie wygląda wcale tak różowo. Zacznijmy od tego, że 95% słoni w Tajlandii to zwierzęta udomowione, a zgodnie z tajskim prawem jakiejkolwiek ochronie podlegają tylko słonie żyjące na wolności. Pozostałe zaś są własnością ich właścicieli i nic nie reguluje sposobu ich hodowli, wykorzystywania czy traktowania. Słonie są niedożywione, przepracowane i zaniedbane Ośrodki dla słoni to taki sam biznes jak każdy inny a ich właściciele i pracownicy nie muszą posiadać żadnych specjalnych kwalifikacji. Nie są zobowiązani do zapewnienia zwierzętom określonych warunków. Nic nie reguluje tego, ile godzin dziennie słonie mogą pracować, ile i jaki rodzaj jedzenia powinny dostawać. Jednym słowem, o wszystkim decyduje właściciel, bo to jego własność, tak jak samochód czy dom. Niestety prowadzi to bardzo częstych sytuacji, gdy słonie poza godzinami pracy z turystami są niedożywiane, nie dostają wystarczającej ilości wody i są zaniedbane. Jazda na słoniu jest dla niego bolesna Inny problem, z którego totalnie nie zdawałam sobie sprawy, to fakt, że dźwiganie człowieka jest dla słonia za ciężkie! Kręgosłup słonia jest tak zbudowany, że niesienie na grzbiecie siedziska z człowiekiem niesamowicie go obciąża. Nie pozostaje to też bez wpływu na ich stopy i stawy, często prowadząc do kalectwa. Niewinna przejażdżka na grzbiecie słonia, tak popularna wśród turystów, i coś o czym nie ukrywam, kiedyś przez moment pomyślałam, nie brzmi już tak zachęcająco… Wszystkie słonie udomowione to słonie, które przeszły okrutną tresurę Teraz przechodzimy do sedna sprawy. Słonie to z natury dzikie i niebezpieczne zwierzęta. Wyglądają uroczo i niegroźnie, ale nie ma możliwości, żeby dzikie z natury zwierzę samo z siebie stało się potulne i uległe. Zatem żeby słoń mógł pracować z turystami, żeby był łagodny i nie stanowił zagrożenia, musi być poddany tresurze. Chociaż powinnam raczej napisać – torturze. W Tajlandii od pokoleń stosuje się powszechnie jedną i tę samą metodę. Mianowicie małe słonie zabiera się od matek i umieszcza w odosobnieniu, a następnie bije kijami bambusowymi najeżonymi gwoździami. W bardziej współczesnych czasach dołączono jeszcze elektroniczne bicze. Do tego dochodzi głodzenie, pozbawianie snu i trzymanie w odosobnieniu. Ta tradycyjna metoda, która dorobiła się nawet własnej nazwy – phaajaan – jest chętnie stosowana i powszechnie akceptowana, bo gwarantuje skuteczność. A lepszego uzasadnienia przecież nie trzeba. Słonie w Tajlandii – jeździć czy nie? Nie wiem jak Was, ale mnie takie rewelacje skutecznie zniechęciły do wszelkich przejażdżek na słoniach. Żeby było jasne, ja nie namawiam do nie oglądania słoni czy innych dzikich zwierząt. Zachęcam tylko do bycia świadomym turystą i wybierania miejsc, w których na pierwszym miejscu są zwierzęta i troska o nie, a dopiero potem turyści. W Tajlandii jest kilka ośrodków, w których można poobserwować te piękne zwierzęta, nie zmuszając ich do wykonywania nienaturalnych czynności, jak dźwiganie człowieka przez cały dzień, stanie na dwóch nogach czy malowanie obrazków trąbą. Cieszą się one mniejszą popularnością, bo kto by nie chciał mieć zdjęcia na słoniu? Ale to właśnie takie miejsca bym polecała, jeśli chcemy poobcować trochę ze słoniami, nie szkodząc im jednocześnie. Słonie w Tajlandii – dalsze informacje An overview of the captive elephant situation in Thailand Thai elephants are being killed for tourist dollars The elephant situation in Thailand and a plea for co-operation Elephant exploitation in Thailand Obrazki pochodzą ze stron: i Monika Kondej Lubi dalekie podróże. Zwiedzanie Europy zostawia na starość. W pierwszą daleką podróż pojechała koleją transsyberyjską do Chin. Potem nie było już odwrotu - razem z mężem zwiedzała Amerykę Południową, przez rok podróżowała po Azji i Australii. Teraz odkrywa Afrykę. Od kilku lat testuje podróżowanie z małymi dziećmi. Mając kupione bilety do Tajlandii wiedzieliśmy, że jedną z atrakcji, którą musimy koniecznie zaliczyć jest spotkanie ze słoniami. Gdy zaczęliśmy czytać o tym, gdzie najlepiej zobaczyć te stworzenia, natrafiliśmy na bardzo wiele artykułów w sieci dotyczących jazdy na słoniach czy wykorzystania ich w szeroko rozumianej turystyce. Wiedzieliśmy już, że z pewnością nasze spotkanie ze słoniami powinno odbyć się bez szkody dla nich. Dlaczego przejażdżka na słoniu jest zła? Pomimo tego, że słonie wydają się być masywnymi zwierzętami to jazda na ich grzbiecie sprawia im bardzo dużo krzywdy. Niech nie zwiedzie was to, że ofert jazdy na słoniach dookoła Tajlandii jest bardzo dużo. Dla właścicieli tych zwierząt jest to bardzo dochodowy biznes, z którego nie będą chcieli zrezygnować. Na tego typu oferty natrafimy praktycznie w każdym tajskim biurze podróży. W procesie tresury słonia wykorzystuje się haki, którymi kłuje i przebija się uszy zwierzęcia. Słonie te często godzinami są przywiązane bez możliwości swobodnego ruchu. Zdjęcie na grzbiecie tak dużego zwierzęcia może kusić turystów lecz czy warto – odpowiedzcie sobie sami… Który rezerwat słoni w Tajlandii wybrać? Najlepszą alternatywą dla jazdy na słoniach są tzw. sanktuaria słoni. Zwierzęta, które znajdują tam schronienie są odkupywane z rąk złych ludzi. Dzięki temu otrzymują szansę na spokojne życie. Najwięcej sanktuariów znajduje się w okolicy Chiang Mai, między innymi dlatego zdecydowaliśmy akurat tam poszukać tego właściwego. Samych sanktuariów jest bardzo dużo, podobnie zresztą jak biur podróży w których taką wycieczkę możemy nabyć. Bardzo ważne jest, aby wybrać rezerwat w którym słonie traktowane są humanitarne. W naszym przypadku upłynęło kilka godzin zanim znaleźliśmy ofertę, która skrojona byłaby do naszych wymagań. Z racji ilości samych sanktuariów, warto posiłkować się opiniami w serwisach takich jak Tripadvisor czy Google. My zdecydowaliśmy się na Chiang Mai Elephant Sanctuary – ośrodek który zlokalizowany jest około 2 godzin jazdy od centrum miasta. Więcej informacji o ośrodku: Jak wygląda wycieczka do rezerwatu słoni w Chiang Mai? Niezależnie od wybranego sanktuarium plan aktywności wygląda podobnie. Do wyboru mamy wycieczkę na pół dnia lub na cały dzień. Dostępna jest także opcja z noclegiem. To, która z opcji będzie odpowiednia, w dużej mierze zależy od naszego budżetu i wielkości grupy z którą pojedziemy. W naszym przypadku okazało się, że byliśmy jedynymi, którzy w tym dniu zdecydowali się na odwiedziny słoni, więc opcja na pół dnia była w zupełności wystarczająca. Około 8 rano zostaliśmy odebrani z hotelu pick-upem. Z racji, że byliśmy tylko we dwójkę całą pakę mieliśmy tylko dla siebie. Droga z początku asfaltowa w pewnym momencie zamieniła się na błotnisty, kręty szlak pod górę. Dookoła mijaliśmy gęste zarośla i drzewa bananowe. Całą drogę traktowaliśmy jak dodatkową atrakcję. Dzika natura oraz przepiękne widoki zapierały wdech w piersiach. Gdy dotarliśmy na miejsce czuliśmy się nieco zagubieni. Daleko od miasta wokół zieleń. Słonie, które na początku budziły respekt. Nie byłem pewny czy mogę tak sobie podejść, pogłaskać czułem się dość niepewnie. Po chwili rozglądania zawołał nas nasz przewodnik. Zaczęliśmy od posiłku i tutaj miłe zaskoczenie, do wyboru macie mięsne oraz wegetariańskie danie oraz owoce (w naszym przypadku: ananasa i arbuza do oporu). Kawa, herbata również jest w cenie, a inne zimne napoje i alkohol można zakupić dodatkowo. Wyobraźcie sobie, że jecie posiłek 5 metrów od biegających sobie dziko słoni. Niezapomniane wrażenie. Po posiłku poproszono nas aby przeprać się w strój kąpielowy. Swoje rzeczy zostawiliśmy w zamykanych szafkach. Udaliśmy się na karmienie słoni i tu zaczyna się nasza przygoda ze słoniami. 🙂 Na miejscu stały 3 skrzynki w której znajdował się bambus. Tym właśnie nakarmiliśmy nasze słonie. Na początku byliśmy trochę speszeni, ale przy każdym kolejnym karmieniu odważaliśmy się o krok bliżej. Nie ma czego się bać! Od razu mówimy! Przewodnik po czasie pokazał nam pierwszą komendę: „bon bon” po której słoń podnosił trąbę a my wkładaliśmy mu pokarm bez pośrednio do buźki. Cudowne uczucie. Pamiętajcie słoń was nie ugryzie. Gdy już nakarmimy słonie udajemy się na „słoniowe SPA”. Przez chwilę możecie poczuć się jak dzieci, ale prawda jest taka, że mogą wam tylko pozazdrościć. Czym jest pluskanie się w kałuży a kąpiel od stóp do głów w błocie. Jest to świetna zabawa. Liczcie się z tym, że piasek będzie wszędzie, ale chyba można raz na jakiś czas zaszaleć? Kąpiel w błocie to przyjemność do słoni to tak jak dla nas peeling, ale 100 razy przyjemniejszy 🙂 Lubicie jak ktoś was drapie? Zwłaszcza tam gdzie nie możecie sięgnąć? Tak właśnie czuje się słoń gdy wcieracie w niego nawilżony piasek. Gdy już całe wasze ciało pokryje błoto, czas na kąpiel w rzece. W tym celu schodzimy ok. 400 metrów w dół wąską dróżką. Nie szerszą niż 1 metr. W połowie gdy luźno rozmawiacie sobie z przewodnikiem o codziennym życiu słyszysz głośnie: „WATCH OUT!” A za swoimi plecami widzisz biegnące słonie w twoim kierunku. Chwila zgrozy. Udało dobiec się do szerszego odcinka. Uffff. Ale za chwilę słyszysz śmiechy lokalsów, którzy po raz kolejny nabrali turystów. Oczywiście słonie nic wam nie zrobią zatrzymają się. Dla pewności gdy już czuliśmy się bezpiecznie przepuściliśmy słonie. Gdy dotarliśmy nad rzekę wskoczyliśmy z naszymi zwierzakami do wody gdzie czekała nas kąpiel. Zaczęła się wielka walka Polska vs. Tajlandia. Walczyliśmy dzielnie na wiadra wody. Mecz sędziowali Słoń A oraz Słoń B., które jednogłośnie ogłosili zwycięstwo Polski. Tam też pożegnaliśmy się ze słoniami i udaliśmy pod wodospad. Nie chcemy was straszyć, ale możecie napotkać węże choć mogę się z wami założyć, że ich nawet nie zauważycie. Wodospad znajduje się przy domu postawionym przez mieszkańców pobliskiej wioski. W tym miejscu też macie okazje kupić pamiątki oraz napoje. Po chwili odpoczynku ruszamy z powrotem gdzie przez chwilę widzieliśmy się jeszcze z naszymi słoniami a następnie poproszono nas o przebranie się i powoli zbieraliśmy się do wyjazdu. Wyjazd kończy się wspólnym zdjęciem z przewodnikiem na tle nazwy sanktuarium i wręczeniem nam pamiątki z pobytu. Ile kosztuje rezerwat słoni w Tajlandii? Mając na uwadze, że jeden słoń zjada dziennie 200 kilogramów, głównie traw, bananów i bambusa cena 1300 bathów za osobę (na chwilę obecną: 166 złotych) wydaje się kroplą w morzu potrzeb. W cenę wchodzi transport, jak już wcześniej wspominałem było to około 70 km w jedna stronę, posiłek. Dodatkowo na koniec otrzymaliśmy pamiątkę z pobytu w sanktuarium. Odliczając te wszystkie dodatkowe profity zostaje na prawdę śmieszna kwota. Posiłek był na prawdę przepyszny a transport spod samych drzwi do punktu docelowego jest na pewno dużym plusem zwłaszcza jeżeli nie znamy drogi. Myślę, że nie warto organizować takiego wypadu na własną rękę. Pamiętajcie aby porównać parę ofert w różnych biurach podroży oraz w różnych sanktuariach. My zanim się zdecydowaliśmy odwiedziliśmy kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt biur a nastawieni byliśmy na zupełnie inne sanktuaria tj. Maerim Elephant Sanctuary, Ran-Tong Elephant, Elephant Family Sanctuary oraz Jungle Sanctuary. O których słyszeliśmy dobre opinie. W końcu zdecydowaliśmy się na Chaing Mai Elephant Sanctuary, mniej znany, ale na pewno z całego serca polecamy! Pamiętajcie w każdym biurze usłyszycie inna cenę warto się targować i pamiętać, że poza sezonem między czerwcem a październikiem możecie sobie pozwolić na większą asertywność aby obniżyć cenę. Na waszą korzyść przemawia mniejsza ilość turystów co wpływa na mniejszy popyt a wiadomo każdy chce zarobić, więc woli dać mniejszą cenę aby tylko zdobyć klienta. Biura podróży znajdziecie na każdym rogu. Tam gdzie dostaniecie dobrą ofertę weźcie ulotkę zapamiętajcie miejsce. Jeżeli nie znajdziecie lepszej oferty wróćcie, a jak lepszą to zastąpcie ulotkę, ale szukajcie dalej. My skorzystaliśmy z oferty biura podróży w Triple S Hostel (Si Phum Sub-district, Mueang Chiang Mai District, Chiang Mai 50100, Tajlandia). Pani z którą rozmawialiśmy zapewniała nas o tym, że wysyła swoich klientów tylko tam gdzie ma pewność, że słonie są dobrze traktowane. Jak się ubrać? Przede wszystkim weźcie ze sobą: kąpielówki/ strój kąpielowy, ręcznik, krem z filtrem (zwłaszcza w sezonie), wygodne buty (choć my cały pobyt byliśmy na boso). Przyda się również nakrycie głowy. Jeżeli macie również przy sobie buty do pływania warto je zabrać, w rzece znajduje się wiele ostrych kamieni przydadzą wam się zwłaszcza gdy wybierzecie pakiet 2-dniowy. No i oczywiście jeżeli jesteście alergikami lub przyjmujecie leki na stałe to warto pamiętać aby mieć je pod ręką. O co pytać podczas wyboru rezerwatu? Dla nas było najważniejsze aby spędzić jak najwięcej czasu ze słoniami, nie ukrywamy, że mieliśmy mega szczęście, bo byliśmy tylko w dwójkę a obawa, że możemy trafić akurat gdzie grupa będzie liczyć minimum 10-15 osób była spora. Dlatego też planowaliśmy wybrać sanktuarium gdzie będzie dużo słoni a jeszcze lepiej jak będzie wśród nich słoniątko. Zdecydowaliśmy się zatem na sanktuarium gdzie było 13 słoni plus maleństwo i w ostatniej chwili dowiedzieliśmy się, że w grupie będzie ponad 40 osób! Gdy informowaliśmy o tej liczbie w kolejnych punktach gdzie można było kupić wycieczkę to Tajowie niedowierzali! Dzwonili aby wyjaśnić sytuację i okazało się, że to przez grupę Chińczyków, którzy w tym czasie mieli wakacje. Po rozmowie z nami część osób zrezygnowała z promowania tego sanktuarium i chowając ulotki dziękowali za uświadomienie. Dlatego rada od nas! Zapytajcie o: ilość słoni w sanktuarium, ale nie zrażajcie się jeżeli jest ich mało. Ważnym drugim pytaniem ile osób maksymalnie liczy grupa (poproście także o telefon do sanktuarium w celu potwierdzenia liczebności grupy!). Wtedy też zobaczycie na ile osób przypada jeden słoń. Zapytajcie również jak będzie przebiegać plan wycieczki, ponieważ może on odbiegać od planu prezentowanego w ulotce. Powiedzieliśmy wam już co zabrać, ale na wszelki wypadek dopytajcie czy coś jeszcze będzie potrzebne. Zapytajcie również ile osób liczy grupa na chwilę obecną. My wybraliśmy wycieczkę dzień wcześniej około godziny 21, więc nie ma potrzeby rezerwowania wycieczki z kilkudniowym wyprzedzeniem a im później tym będziecie mieć pewność, że liczba osób w waszej grupie nie wzrośnie drastycznie w kilka godzin. Na koniec, powiem wam tylko, że jeżeli wahacie się czy na pewno warto, albo boicie się tych dużych zwierząt, albo po prostu chcecie się wybrać do Tajlandii i nie wiecie jakie atrakcje warto zaliczyć w tym pięknym kraju. To na waszej check liście na pierwszym miejscu powinno być sanktuarium słoni. Nie pożałujecie! Zabawa ze słoniątkiem czy przejażdżka po dżungli na grzbiecie wielkiego słonia mogą wydawać się niezłą atrakcją. Trzeba jednak pamiętać, że za tę "przyjemność" zwierzęta płacą ogromną cenę... Symbol Tajlandii Słonie w Tajlandii od lat uważane są za święte. To talizman szczęścia i dobrobytu. Obecnie w Kraju Uśmiechów na wolności żyje ich ok. 3 tys, z czego 2,7 tys. jest własnością prywatną lub rządową. Wykorzystywane są przede wszystkim w celach turystycznych. Broszury reklamujące wakacje w Tajlandii pełne są zdjęć radosnych turystów na grzbietach tych majestatycznych zwierząt. Nic więc dziwnego, że wielu turystów, którzy tutaj przyjeżdżają, chce doświadczyć takiej atrakcji... Biznes, wspierany jest przez biura i organizacje turystyczne, ma jednak swoją ciemną sprawa wyszła światło dzienne dopiero parę lat temu. Łamanie ducha Słonie, na których uśmiechnięci turyści odbywają przejażdżki, tresowane są praktycznie od urodzenia. Podlegają specjalnemu procesowi, zwanemu phajaan, który w dowolnym tłumaczeniu oznacza ‘łamanie ducha’. Małe słoniątka zabierane są od matek pomiędzy trzecim a szóstym rokiem życia, czasami wcześniej. Phajaan zaczyna się od razu i ma na celu zmuszenie słonia do posłuszeństwa. Zwierzę zamykane jest w małej drewnianej skrzyni, w której możliwość ruchu jest znacznie ograniczona. Słoń jest bity, a jego głowa i uszy - najwrażliwsze miejsca na całym ciele - kłute i przebijane metalowymi hakami. Następnym razem, kiedy zobaczysz słonia przewożącego turystów, zwróć uwagę na jego uszy. Postrzępione, pełne blizn są bolesną pamiątką po phajaan. Zauważ też, że jego przewodnik ma zawsze przy sobie metalowy hak, którym dźga słonia po głowie, kiedy tylko ten zaczyna być choć trochę nieposłuszny. Podczas całego procesu ‘łamania ducha’ słoń nie dostaje ani jedzenia ani picia. Grube liny, którymi przywiązuje się słonia do klatki, służą do rozciągania jego kończyn i zostają one później zastąpione ciężkimi łańcuchami, z których słoń już nigdy się nie uwolni. "Wybawiciel" Po tygodniach walki wymęczone zwierzę poddaje się i przestaje stawiać opór. Wtedy do akcji wkracza jego przyszły opiekun, tzw. mahout. Tan nigdy nie bierze udziału w ‘łamaniu ducha’. Jest on pierwszą osobą, która po torturach podaje zwierzęciu jedzenie i wodę i uwalnia go z klatki. Słoń postrzega go jako wybawiciela i od tego momentu ufa mu już do końca. Na tym nie koniec, męczarnie słonia tak naprawdę dopiero się zaczynają. Te majestatyczne zwierzęta wyglądają na silne i wytrzymałe, mają jednak swoje granice. Bardzo często stoją na krótkich łańcuchach w pełnym słońcu, pozbawione wody przez całe godziny. Niedawno jeden ze słoni pod kambodżańskim Angkor Wat, doznał udaru i zawału serca w wyniku przegrzania i przepracowania. Często starsze słonie stawiają opór i mogą stać się niebezpieczne. Parę miesięcy temu angielski turysta został zrzucony z grzbietu jednego ze słoni i stratowany - dowód na to, że człowiek także płaci wysoką cenę za cierpienie zwierząt. Kolejną, do niedawna legalną praktyką, było też chodzenie z małymi słoniątkami po ulicach miast i proszenie o pieniądze. By zarobić, słoń - ku uciesze przechodniów - wykonywał sztuczki. Na pierwszy rzut oka nic złego zwierzęciu się nie działo. Naukowo dowiedziono jednak, że słoń poprzez skórę na stopach odczuwa drgania, wywołane przez przejeżdżające pojazdy. Wywołuje to u ogromny dyskomfort i ból. Trzymanie słoni w miastach jest oficjalnie zabronione. Jednak nadal zdarza się widzieć je w mniejszych miejscowościach. Jeśli kiedyś zobaczysz małe słoniątko i jego właściciela zbierających pieniądze, masz prawo powiadomić o tym policję. Na ratunek Obecnie w Tajlandii powstaje wiele sanktuariów, gdzie wykupione słonie z niewoli mogą swobodnie chodzić po parku i gdzie nie wykorzystuje się ich do celów turystycznych. Najsławniejsze miejsce to Elephant Nature Park, niedaleko Chiang Mai. Tutaj odwiedzający mogą przez cały dzień karmić słonie, kąpać się z nimi w strumieniu i dowiedzieć się o wiele więcej o pracy sanktuarium. Ta i podobne organizacje przyczyniają się do większej świadomości wśród mieszkańców Tajlandii jak i wśród turystów. Naprawdę warto zapłacić nieco więcej i przyczynić się do ratowania tych zwierząt od bólu i cierpieniu.

jazda na słoniu tajlandia