Podobają mi się twoje długie i proste włosy. Twoja zapierająca dech szyja i kosmyki włosów opadające na nią. Gdziekolwiek idziemy, moją torebką jest twój nadgarstek. Jesteś moim skarbkiem, brakuje mi tchu za każdym razem, gdy cię widzę. Przemierzając ulice w Myunhdong. Naszą muzyką w tle będzie odgłos oddechu.
Siemka mam nadzieję że film się spodobał jeśli chcesz więcej takich filmów napisz w komentarzach. Jeśli jesteś nowy zostaw subskrybcję oraz like. Dziękuję i
Wtorek dla seniora: "tylko nie mów mi o miłości" i poeci piosenki. 2020-02-18 ( wtorek ) 16:30. biblioteka raczyńskich, galeria atanazego, pl.Obejrzałam "tylko nie mów nikomu" i jest mi przykro, ale nie Tylko nie mów mi goodbye - tekś – sprawdź tekst, tłumaczenie twojej ulubionej piosenki, obejrzyj teledysk.
Daj mi tylko jedną noc A w tę noc smutki zginą Bo osuszyć moje łzy Możesz tylko ty A kiedy szaty mrocznej Nocy tej rankiem zbledną Wiem, że znów cię stracę Wszystko jedno mi Daj mi tylko jedną noc Jedną noc, tę jedyną I miłości wielką moc W tę jedyną noc A kiedy szaty mrocznej Nocy tej rankiem zbledną Wiem, że znów cię stracę Wszystko jedno mi Daj mi tylko jedną noc
Tylko jeden moment mam w pamięci tylko jeden który ciągle trwa, taka mała życia garść nie więcej ciągle w nas. Autorzy utworu: T.Szczepanik. POZOSTAŁE PIOSENKI ARTYSTY: Pectus.
Daj mi tę noc - w tę gorącą, upojną noc. Na jawie przeżyjmy to, co śni się nam. Przecież żyje się tylko raz! Daj mi tę noc, nie czekajmy na maj. Daj mi tę noc, daj mi piekło i raj (raj, u-u) Ja wiem, że życie to wielka gra. I nie chcę, aby szczęście przeszło obok nas. Zamknijmy nasz świat na klucz. Nie ma nas - i już.
. Może wczoraj tak nie było,ale dziś będzie tak Parę rzeczy kurz przykrył,parę wziął tu wiatr. Wczoraj nie wyglądało jeszcze na to tak,że Jutro będzie orajt ,dzisiaj daję radę sam. Nie poamgaj mi ,nie mów mi jak mam żyć, Wiesz ,bo próbuję dziś tu nie pić ,a ty dziś ---- mnie. Proszę Cię daj mi żyć tu,tak jak będę chciał , nie według czyiś szyfrów. Chwycić wiatr w żagle i polecieć nagle, gdziekolwiek ponad tą chorą taflę. Fałszu ,tanich głupot i wadliwego ego, w marszu słyszysz tupot ,to my gdzieś daleko. Od tego wszystkiego według własnego planu, muszę być lwem,ale z dala od baranów. Muszę dawać radę,muszę ją dać wiem, świecić przykładem puszczać ją w świat też.. Refren: Zbyt wiele razy ufałaś mi na darmo, Zbyt wiele słów nie usłyszałaś,aż do dziś. Zbyt często prosiłaś bym się ogarnął, Nie pomagaj mi sam muszę iść. x2 R-Ice: Wyszedłem z domu, chociaż byłem sam ,miałem plan Powietrze było rześkie,pod skrzydłami miałem wiatr. Wiatr unosił mnie nad ziemię blask na twarzy to promienie, Tak wygląda to wszystko,kiedy posiadasz marzenia. Nie pomagaj mi,jeśli sam w to nie wierzysz, Cele są piękne,póki w ziemię nie uderzysz. Nie próbuję się zmieniać gdy patrzę na resztę, Raczej piję wódkę z nią odchodzę często w bezkres. I chyba się zmieniam pod ciężarem doświadczenia, Kiedy znów stawiam krok na mieliźnie przeznaczenia. Nie znasz mnie mówisz o mnie ale gdzie tu widać sens, Skoro częściej widzę ból niż poezji śmiech. Kiedy łza kapała z rzęs,to pomocy brakowało, Może tym się nie dzieliłem,może mi nie wypadało. Dziś pokładam nadzieję w rzecz najbardzie mi bliską, Kiedy odejdzie wszystko zostanie mi Hip-Hop.. Refren: Zbyt wiele razy ufałaś mi na darmo, Zbyt wiele słów nie usłyszałaś,aż do dziś. Zbyt często prosiłaś bym się ogarnął, Nie pomagaj mi sam muszę iść. x2 Tmk aka Piekielny: Znasz mnie lepiej niż ja sam wystarczy jedno spojrzenie, Kilka słów i mój strach,gdy brak mi wiary w siebie. Nie ma szans bym się zmienił dziś, Nie ma nas trzeba chlać,choćbym nie był w stanie iść. Wolałbym być ułożonym gościem, wtedy wszystko w życiu przychodziłoby mi prościej. Miałbym siłę i mierzyłbym wysoko, I nie stawałbym na moście,myśląc jak tam głeboko. Kurwa stop, czas z tym skończyć do chuja, Chwycić za broń,życie strasznie znieczula. W wódce topimy uraz jeszcze możemy być wolni, Sukces rodzi się w bólach,czas się na nie uodpornić. Nie pomagaj mi,nie patrz mi w oczy, Świat mnie złamał dziś,nie umiem przyjąć pomocy. Nie umiem iść ku światu,razi mnie zbytnio, Boże zabierz mi wszystko zostaw tylko Hip-Hop. Refren: Zbyt wiele razy ufałaś mi na darmo, Zbyt wiele słów nie usłyszałaś,aż do dziś. Zbyt często prosiłaś bym się ogarnął, Nie pomagaj mi sam muszę iść. x2
Najbliższy tydzień będzie na blogu bardziej lifestylowy - mam zaległości z tej dziedziny i kilka próśb Czytelniczek do spełnienia. :) Nie przedłużając, dziś zapraszam Was na ulubieńców stycznia. ♥ W zestawieniu znajdziecie ultralekką i superciepłą kurtkę, świetny krem na zimę, mój ulubiony podkład, mleczko dodające włosom blasku i śliskości, gadżety dla kociary, biżuterię i dwie przydatne aplikacje. Pandora - bransoletka i kolczyki Pod koniec 2017 roku zauroczyłam się w bransoletce Pandora, która kiedyś absolutnie mi się nie podobała (a nawet kojarzyła mi się ze stosem żelastwa). W grudniu zobaczyłam bransoletkę z kilkoma pięknymi, delikatnymi charmsami - od razu przejrzałam katalog i całkowicie przepadłam, gdy zobaczyłam kocią mordkę i łapkę. ^^ Wszystkie pieniężne prezenty gwiazdkowe wymieniłam na 3 charmsy i parę kolczyków (bransoletkę już miałam). Na oku mam jeszcze jednego charmsa i gdy go kupię, będzie komplet. Od wielu lat jestem wierną fanką złota, ale dzięki Pandorze polubiłam złoto-srebrne połączenie. ♥ Mleczko wygładzające włosy i ułatwiające rozczesywanie O peelingu enzymatycznym do skóry głowy i mleczku do włosów z serii Basil Element pisałam już TUTAJ, ale nie mogło zabraknąć ich również w ulubieńcach. Mleczko dodaje włosom blasku i poślizgu, dzięki czemu ułatwia rozczesywanie i zapobiega plątaniu. Uwielbiam efekt wygładzenia po jego użyciu i to, że można go stosować zarówno na sucho, jak i na mokro. Po skład, cenę i dostępność odsyłam do TEGO wpisu. :) O aplikacji która stanowi bazę salonów fryzjerskich, salonów kosmetycznych i SPA, pisałam już w styczniu 2017, gdy mocno skróciłam swoje włosy (KLIK klik). Wciąż z niej regularnie korzystam, więc postanowiłam Wam o niej przypomnieć. :) Co prawda ostatnio za jej pomocą wyszukiwałam głównie salony kosmetyczne (w bazie jest wiele opinii użytkowniczek, co ułatwia wybór), ale niedługo czeka mnie także podcinanie końcówek, więc powoli rozglądam się za dobrym fryzjerem w Poznaniu. Jestem ciekawa, czy korzystacie z gdy chcecie umówić się do fryzjera, do SPA lub kosmetyczki? BLIK Kolejną aplikacją, którą często używam jest BLIK, czyli system płatności mobilnych. Wystarczy zalogować się do aplikacji swojego banku w telefonie i wygenerować 6-cyfrowy kod BLIK, aby: zapłacić w sklepie (niestety nie we wszystkich), wypłacić pieniądze z bankomatu (przydaje się, gdy zapomni się portfela albo karty) czy wykonać przelew. Jest tylko jeden minus - dokonywanie płatności jest tak proste, że trzeba uważać, żeby... nie zbankrutować. Ja osobiście nie znoszę robić ręcznych przelewów i odkąd korzystam z kodów BLIK, chętniej wydaję pieniądze. ;) Podkład Pupa Like a Doll Ten podkład rzeczywiście daje efekt porcelanowej lalki. ♥ Jest lekki i niewidoczny na skórze, nie podkreśla zmarszczek i skórek, nie wysusza skóry i nie tworzy efektu maski. Krycie również mi odpowiada, ale nie mam aktualnie przebarwień i wielu nieprzyjaciół. Pupa Like a Doll to mój kosmetyczny hit ostatnich tygodni. TUTAJ możecie sprawdzić cenę i dostępność. Daniel Wellington Petite Melrose Ten zegarek to zdecydowanie mój zimowy ulubieniec - to jego nosiłam najczęściej. ♥ Aktualnie trwa walentynkowa promocja na stronie - przy zakupie zegarka ze skórzanym paskiem, gratis otrzymacie charms w kształcie serduszka i 15% zniżki na hasło "blondhaircare". :) Dostępne są również zestawy zawierające zegarek + dodatkowy skórzany pasek + charms. Krem Palmer's O tym, że lubię produkty Palmer's to już zapewne wiecie. :) Ten gęsty, tłusty krem genialnie sprawdza się u mnie zimą - doskonale koi, nawilża i chroni moją cerę. I wspomaga gojenie rany po wycięciu pieprzyka, o którym napiszę w jednym z kolejnych postów. :) Na lato będzie zbyt ciężki, ale w chłodne i mroźne dni sprawdza się rewelacyjnie. TUTAJ możecie sprawdzić jego cenę i dostępność. Ultralekka kurtka puchowa Esprit Ta kurtka to mój absolutny hit tegorocznych wyprzedaży. Może nie jest piękna i modna (wolę taliowane kurtki i płaszcze), ale za to superwygodna, superciepła i superlekka. Koniec z grubymi i ciężkimi kurtkami! ♥ Gdy biegam po mieście grubo ubrana i mam na sobie ciężką kurtkę, po czasie czuję się, jakbym szła przez basen pełny wody. To jest najlepsza i najwygodniejsza kurtka zimowa, jaką miałam. :) Drugim moim ulubieńcem jest zielony golf z Benettona (100% wool), który upolowałam za 55 zł. ♥ TUTAJ znajdziecie aktualne promocje na swetry tej marki. :) Ostatnie dwie rzeczy, które chciałabym Wam pokazać to kocia poduszka i podkładka pod miski z Home&You - obie zostały kupione na cześć Pepsi. ♥ Całość dopełnia różowa miska z Pepco - pod kolor do noska. ;) ↓ A co było Waszym ulubieńcem stycznia? Który z zaprezentowanych przeze mnie produktów najbardziej przypadł Wam go gustu? Który w ogóle Wam się nie spodobał?
Cześć wszystkim :) Ależ się za tym pisaniem stęskniłam... Ostatni wpis opublikowałam kwietniu a mamy początek lipca, oj długa przerwa mi towarzyszyła. Mój brak aktywności wynikał głównie z ciężkiego semestru na uczelni, ale teraz już jestem po sesji, po egzaminach i po wszystkich stresach więc wracam z pełną motywacją i energią do działania! :) Dziś będzie o moich ulubionych kosmetykach, które używałam a raczej nadużywałam w ostatnim czasie :) Jesteście ciekawi jakie produkty znalazły się w tym zestawieniu? W takim razie zapraszam do dalszej części wpisu :) W dzisiejszym wpisie znajdziecie zarówno coś z kolorówki jak i pielęgnacji, żeby nie robić kolejnego tasiemca przejdźmy do rzeczy! :)Zacznijmy od produktów pielęgnacyjnych. Będzie ich dwa. Pierwszy z nich to półprodukt pochodzący ze strony zrobsobiekrem. Jest to kwas hialuronowy, który ma bardzo szerokie zastosowanie. Osobiście używałam go głównie do twarzy - jako dodatek do kremu na noc, jako lekkie serum pod makijaż oraz do maseczek. Kwas hialuronowy na mojej cerze bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając po sobie wyraźnego tłustego filmu - raczej daje delikatnie lepką warstewkę. Nie jest to jednak nic uciążliwego w moim odczuciu. Dla mnie ten produkt jest świetny ponieważ dzięki kilku kropelkom mogę dodać właściwości nawilżających kremowi czy maseczce, a to wszystko za naprawdę niewielkie pieniądze. Co ważne nie powoduje żadnych podrażnień, alergii czy wysypów, a moja skóra pod tym względem jest wymagająca. Drugi produkt pielęgnacyjny to moje ogromne odkrycie. Bardzo długo szukałam odpowiedniego dla mojej skóry kremu pod oczy. Spotkałam się z mnóstwem lekkich kremów/żelów, które dawały poziom nawilżenia odpowiedni dla niewymagającej skóry nastolatek, pozbawionych zmarszczek. Wiecznie młoda nie mogę być, dlatego zdecydowałam, że wiek 23 lat to pora na stosowanie czegoś bardziej treściwego pod moje oczęta :D I tak też po wielu zawodach trafiłam na arganowy krem pod oczy z firmy Nacomi. W końcu w moje ręce trafił krem, który ma treściwą konsystencję o właściwościach nawilżających i napinających. Nie liczyłabym na super redukcję zmarszczek i działanie jak po operacji plastycznej naciągania skóry, ale aplikacja tego produktu na noc pozwala na uzyskanie mięciutkiej, nawilżonej i takiej odprężonej skóry pod oczami rano - niekoniecznie po 8h śnie :) Jestem na tyle uzależniona od tego kremu, że stosuje go w formie grubszej warstwy na noc i cieniutkiej pod makijaż. Nic się nie roluje, nie waży a sam krem bardzo szybko się wchłania, ale nie znika tak jak miało to miejsce przy delikatnych żelach czy kremach za 5 zł z firmy Ziaja. Ten krem jest nieco droższy, bo w cenie regularnej kosztuje ponad 20 zł, ale w drogeriach Hebe można spotkać promocje na Nacomi i wtedy właśnie kupiłam go za nie całe 15 zł. Na uwagę zasługuje również skład produktu, który jest naturalny i zawiera wspomniany olej arganowy na drugim miejscu w składzie zaraz po wodzie. Skład oceniłabym na krótki i przyjazny skórze, nie znajdzie się w nim żadnych parabenów ani parafiny. Dla mnie to duży duży plus dla tego produktu :) Serdecznie polecam każdemu! :) Na tym zakończyły się moje zachwyty dotyczące produktów pielęgnacyjnych, teraz przyszła pora na kolorówkę :) Na pierwszy ogień pójdzie paleta róży, którą już kiedyś Wam recenzowałam. Byłam z niej zadowolona, ale na dłuższy czas odpuściłam sobie stosowanie róży, aplikowałam tylko i wyłącznie bronzer i rozświetlacz. Teraz latem natomiast na nowo zakochałam się w skórze muśniętej różem, od której bije energia i świeżość. Wspomniana paleta róży pochodzi z firmy Makeup Revolution. Jest to paleta zawierająca 8 kółeczek produktów - 7 róży i 1 rozświetlacz. Moja wersja to Hot Spice. Wszystkie produkty w niej zawarte są mocno, aż nawet czasami zbyt mocno napigmentowane dlatego ja bardzo często w ich aplikacji unikam mocno zbitych pędzli, aby nie narobić sobie plam i nie stworzyć efektu "ruskiej laleczki" :D Paleta zawiera fajne jakościowo lusterko, przy którym z pewnością można bez problemów wykonać makijaż. Kolorki prezentują się następująco: Jak można zauważyć ja upodobałam sobie jeden z róży, który w chwili obecnej sięga już mocno denka. Jest to róż pozbawiony drobinek co mi akurat bardzo odpowiada. Niestety oprócz tego jest jeszcze tylko jeden, który nie posiada w sobie żadnych drobinek i nie jest w agresywny kolorze :) Kolejne 4 posiadają duże drobinki bądź śladowe ich ilości. Jednak zauważyłam, że po zaaplikowaniu ich na kości policzkowe te drobinki znikają i jest ich niewiele, dlatego nie ma powodów do obaw. Koszt tej paletki około 30zł :) Posiadaczki cery mieszanej/tłustej wiedzą, że wraz z latem często nasila się problem przetłuszczania się skóry i jej świecenia w ciągu dnia. Szczerze tego nie lubię i próbuję z tym walczyć na wszelkie sposoby :) Pomaga mi w tym i świetnie się spisuje puder ryżowy z Ecocery. Uwielbiam ten puder o czym może świadczyć zupełnie zdenkowane opakowanie, które Wam prezentuję. Jest to puder drobno zmielony, który nie bieli twarzy. Zaaplikowany w małej ilości ładnie utrzymuje podkład, nie dając efektu pudrowości. Przy tym utrzymuje świecenie mojej twarzy w ryzach przez spokojnie 8h, co dla mnie jest osiągnięciem WOW w czasie 30 stopniowych upałów :) Do tego jest niesamowicie wydajny i tani, bo jego koszt to około 15zł za 15g produktu. Jestem z niego bardzo zadowolona. Teraz na próbę kupiłam jego brata - puder bambusowy, ale niestety to już nie jest to. Jeśli ktoś jest zainteresowany mogę zrobić porównanie tych dwóch produktów. Dajcie znać czy chcecie :) Przyszła pora na duety, które razem stosowany dają u mnie świetne efekty, dlatego polecam je jako nierozerwalną całość :) Należycie również do tych osób, które szukają podkładu idealnego i wciąż trafiają na coś co jest niby fajne, ale to nie to? No własnie... :/ Od jakiegoś czasu zaczęłam bawić się w łączenie różnego rodzaju podkładów ze sobą w celu uzyskania właściwości, które są dla mnie najbardziej pożądanego. Tak też w moje ręce wpadł podkład z Essence i L'oreala. Mowa tutaj o podkładzie Esssence Camouflage 2w1 makeup&concealer oraz L'oreal Inffallible 24-Matte. Pierwszy z nich jest w odcieniu Pierwszy z nich jest w kolorze najjaśniejszym 10 Ivory. Ma on ładny jasny i neutralny w stronę żółtego odcień. Jest on dla mnie zdecydowanie za jasny, ale też zbyt mało żółty. Jednak podoba mi się jego stopień krycia i długotrwałe utrzymywanie się na skórze. Denerwuje mnie bardzo szybkie wyświecanie się i odcień, który średnio mi pasuje. Dodatkowo podkład ten w czasami ma swoje kaprysy i potrafi się ważyć w okolicach nosa. Dla zainteresowanych wstawiam również skład produktu. Zawiera ona Talc, na który niestety część osób musi uważać, natomiast w moim przypadku akurat ten podkład nie robi mi krzywdy. Drugi produkt mam w odcieniu 22 Radiant Beige. Jest to przepiękny żółty kolor, który niestety jest dla mnie zbyt ciemny. Sam w sobie podkład jest matujący i ten mat utrzymuje naprawdę długo, jest długotrwały, ale jego krycie w pełnych promieniach słonecznych nie jest wystarczające dla mnie na chwilę obecną, kiedy w odwiedziny wpadł wysyp, który pozostawił wiele przebarwień. Cenię sobie go za naturalny wygląd, ale brakuje mi trochę tego krycia. Podkład zawiera 35 ml, co jest większą pojemnością niż standardowe podkłady. Jego cena w drogeriach jest wysoka, bo sięga 60 zł, natomiast w sklepach internetowych można go zakupić już za około 28 zł, więc przyzwoicie. Skład prezentuje się następująco: Oba te produkty w porównaniu kolorystycznych wypadają tak... Po zmieszaniu ich ze sobą otrzymuje idealny odcień dla mnie, który wtapia się w moją skórę i nie odcina. Dodatkowo uzyskuje podkład, który matuje, kryje i świetnie się utrzymuje. Przypudrowany pudrem ryżowym z Ecocery jest nie do zdarcia. Po całym dniu wciąż wygląda bardzo bardzo ładnie. L'oreal dodaje zmatowienia, naturalnego wyglądu i długotrwałości, a Essence krycia i długiego utrzymywania. Razem idealnie się uzupełniają. Ostatni duet jaki mam Wam do przedstawiania to produkty do rzęs, na które w codziennym makijażu uwielbiam stawiać. Jestem zwolenniczką mocno wytuszowanych i wydłużonych rzęs, ale bez efektu sklejenia. Przedstawię Wam bazę pod tusz i tusz, które podbiły moje serce. Mowa tutaj o dwóch kosmetykach firmy Eveline: odżywce Advanced Volumiere oraz tuszu do rzęs mega size w srebrno-różowym opakowaniu. Odżywkę Advanced Volumiere stosuję każdego dnia jako bazę pod tusz. Daje ona biały efekt na rzęsach, ale nie jest to w żaden sposób widoczne w późniejszym czasie. W przypadku tego produktu ważne jest wyczucie momentu, kiedy ten produkt delikatnie podeschnie na rzęsach i wtedy nałożenie tuszu. Efekt bombowy! :) Tusz nad którym dziś będę się zachwycać to tusz wydłużająco-pogrubiający jak sam producent deklaruje. Sam w sobie jest to fajny tusz, daje ładny efekt, ale nie ma niczego co by mnie mocno zachwyciło. Jednak sytuacja zmienia się, gdy pod ten tusz zaaplikujemy odżywkę. Rzęsy za jednym pociągnięciem tuszu są mega wydłużone i rozdzielone. Jest to tusz, który można spokojnie nakładać warstwami, nie jest łatwo z nim przesadzić, dlatego można sprawnie budować efekt. W moim przypadku kończy się na dwóch warstwach i rzęsy są znacznie wydłużone, a przy tym rozdzielone. Czy widzę oszałamiający efekt pogrubienia? Raczej nie, więc jeśli komuś bardzo zależy głównie na pogrubieniu to może być niezadowolony. Szczoteczka tego tuszu jest silikonowa i bardzo mięciutka, można nią skutecznie dotrzeć do nasady rzęs bez problemów. Ufff... To już koniec na dziś, dotarł ktoś do końca? Jeśli tak to serdecznie gratuluje, bo po tej przerwie rozpisałam się strasznie, ale jakoś nie mogłam się oderwać :) Miałyście któryś z tych produktów? Jak Wam się spisywały? Podzielacie moje zdanie czy uważacie zupełnie co innego? Koniecznie dajcie znać w komentarzach :) Chętnie poczytam Wasze opinie :)
Wieki nie było takiego wpisu, ale ja się stęskniłam za formułą. Uwielbiam polecajki innych, a mam wrażenie że czasami takie treści porozrzucane gdzieś umykają. Tu będzie to ładnie uporządkowane. Tylko uprzedzam- będzie spory misz-masz! Może nie książka, ale cała saga Malowany człowiek – dawno nic mnie tak nie wciągnęło. Może to zabrzmi dziwnie, bo mamy maj, a ja pierwszy tom zaczęłam czytać w październiku, ale w tzw. międzyczasie wlatywały inne książki :). Lubię fantasy, ale to nie jest mój ulubiony gatunek, więc dałam się miło zaskoczyć, bo wykreowany świat porządnie mnie wciągnął. Peter Brett wykreował silne postaci, szczególnie kobiety są mocnymi bohaterkami i momentami czytałam z rozdziawioną buzią. Cała historia kręci się wokół walki z demonami, które atakują ludzi nocą. Trzeba się zjednoczyć by z nimi wygrać, ale nawet wobec tak wielkiej wojny nikt nie zawiesza lokalnych sporów i konfliktów. Ciężko mi nie zaspoilerować, więc nic więcej nie powiem, ale saga jest prześwietna. Moją ulubioną bohaterką była Leesha i jestem jedynie rozczarowana zakończeniem. Mam wrażenie że autor stracił pomysł albo pisał pod naciskiem niecierpliwych czytelników, zamiast dać sobie czas. Mimo to – petarda, polecam mocno :). Teraz czytam za to taką petardę, że nie mogę się doczekać aż o niej opowiem. Od jakiegoś czasu staram się być konsekwentna i zamieszczać książkowe polecajki w wyróżnionych relacjach na żeby było fajniej, to ja oczywiście całe 10 tomów przeczytałam na legimi 🙂 Ciasteczka Sante z morelą Mówiłam, że będzie spory rozrzut :). Uwielbiam je i kupuje zawsze w rossmanie. Są przepyszne, odpowiednio słodkie by zaspokoić moje małe zachcianki, ale też na tyle „zdrowe” w smaku, bym nie czuła się z tym źle 😀 Nie wiem jak to wyjaśnić, ale jeśli lubisz zbożowe ciasteczka które nie są suche jak wiór – daj im szansę! Dwa dobre seriale Oba polecałam w tekście o serialach związanych z religiami, więc powtórzę tylko tytuły i krótko opowiem. Unorthodox to krótki miniserial (ledwie cztery odcinki) opowiadające o losach Esty – dziewczyny z bardzo ortodoksyjnej rodziny, która wychodzi za mąż i tak naprawdę nie wie co się właśnie wydarzyło. Shira Haas jest w tym serialu fenomenalna i uważam, że to obraz który koniecznie trzeba zobaczyc!Drugi serial to Kalifat – opowiada o młodych dziewczynach w Szwecji, które dały się omamić państwu islamskiemu. A także o tym, co dzieje się tam, w Kalifacie. Bardzo dobrze napisany, trzymający w napięciu, świetnie skonstruowani bohaterowie. Petarda! Więcej o tych serialach: Pismo Pamiętam ten szał na Przekrój jakiś czas temu. Podobał ci się? Odkryj koniecznie Pismo, które jest obecnie moim numerem jeden. Umówmy się – to nie jest coś, co przegląda się w poczekalni u dentysty aby dowiedzieć się które bikini najlepiej zamaskuje krągły brzuszek. To magazyn, w którym można znaleźć porządne eseje, reportaże i historie, za to nie znajdzie się reklam. Na zachętę podrzucam mój ulubiony teraz, żebyśmy dobrze się zrozumieli – to nie jest współpraca, ale Pismo zaproponowało mi afiliację, czyli dla mnie dyszka zarobku, dla was dyszka rabatu na abonament cyfrowy. Jeśli o mnie chodzi – ani trochę się nie obrażę gdy będziesz po prostu czytać za darmo online (chyba jest limit 3 artykułów) albo zdecydujesz się na wersję papierową. To jest rodzaj dziennikarstwa, który chciałabym wspierać niezależnie od tego, czy coś z tego mam 🙂edit: jestem lamą, afiliacja się już skończyła 😛 Róż nutridome Mój poprzedni ulubiony róż był z The Balm i nazywał się Beach balm. Nadal uważam, że jest przecudowny i pasuje chyba każdej kobiecie. Jak będziesz kiedyś w douglasie, zerknij na niego. Niepozorny, ale cudowny. Mimo swojej ceny jest też szalenie wydajny i nadal go mam, ale ostatnio i tak sięgam po dużo tańszy róż z Nutridome. Miałam z marką jednorazową współpracę z konkursem dla Was, ale tak się z nim polubiłam, że będę używać chyba do zdarcia 🙂 Mam odcień 04 Rose, który kosztuje tylko 19 zł (!) a jeśli wciąż działa kod ANIAMALUJE, to można go mieć jeszcze 10% taniej. Bardzo lubiłam się też z różem Orgasm z NARS ale jego cena jest dla mnie za wysoka ;). Karmelowe lody z biedronki Są dobre. Nie idealne, ale dobre i w dodatku wegańskie. Ja kocham słony karmel i nie mogę się doczekać aż Good Lood wróci do Warszawy, ale jak się nie ma co się lubi… lody w kubeczku z biedronki dają radę i mają takie chrupiące kawałeczki, które są dodatkowym smaczkiem! TikTok Wzbraniałam się ze wszystkich sił, ale przepadłam. Ile tam kreatywności! Ile ciekawych treści! TikTok jest naturalny, bez spiny, bez idealnych presetów, filtrów, cudownie dobranych hashtagów i mędzenia o za małych zasięgach. I jak w przypadku każdego kanału – TikTok jest taki, jaki sobie zaobserwujesz :). Ja go pokochałam i jako konsumentka treści i jako ich twórczyni. Opowiem o tym niebawem więcej, bo lada moment skończy się mój eksperyment w ramach którego miałam nagrać 100 tiktoków. Jestem oczarowana! Tekst ma też wersję video 🙂
daj mi tylko jeden moment ulub