Mądrzy nauczyciele wiedzą już jednak dobrze, że Andrzej Gawroński jest jednostką wybitną, znajdują więc wyjście z trudnej sytuacji: obniżają mu oceny z przedmiotów zdanych na rzecz tych niezaliczonych, dzięki czemu Gawroński uzyskuje świadectwo dojrzałości.
Andrzej Grabowski (70 l.) lubi nie tylko grać w teatrze, filmach czy serialach, ale ma też inną nieznaną twarz, którą odsłonił Faktowi. Okazuje się, że jest też mistrzem w kuchni!
I to nic, że gdzieś daleko tam ty jesteś a tu ja. Póki powtarzasz to po mnie to sobie. [Refren] Wszystko dobrze kiedy jesteś mi. Wszystko dobrze kiedy możesz być. Przy mnie, przy mnie
Andrzej Grabowski. Track 9 on Cudne Jest Nudne 2013 1 viewer. 1 Contributor. Cudne Jest Nudne Lyrics [Tekst piosenki "Cudne Jest Nudne"] [Zwrotka 1] Nie Van Damme,
Tekst piosenki i chwyty na gitarę. Intro: a C E a, C E a, C d E. Jestem jak motyl przesadnie zmęczony a. I głowa co nie co się chybie. C E. Alkohol ma dobre, ale też złe strony - F E a. Do wniosku dochodzę w niedziele przy stole. F E a. Więc proszę o piwo cycate anioły, a.
Andrzej Grabowski. Aktor filmowy i teatralny. Ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie. Widzowie pokochali go za rolę Ferdynanda Kiepskiego w serialu "Świat według Kiepskich".
. "Pitbull. Nowe porządki" Patryka Vegi to kontynuacja słynnego filmu i serialu, który zupełnie odmienił polskie kino kryminalne pierwszej dekady XXI wieku. Fabuła koncentruje się na prawdziwej historii gangu "obcinaczy placów", odpowiedzialnego za serię porwań i brutalnych zabójstw. Głównymi bohaterem są młody policjant "Majami" (Piotr Stramowski) i gangster "Babcia" (Bogusław Linda), ale wracają też starzy bohaterowie, w tym komisarz "Gebels", w którego ponownie wciela się Andrzej Grabowski. Premiera 22 stycznia. Z Andrzejem Grabowskim spotkałem się w warszawskiej restauracji Lotos dosłownie kilka minut po specjalnej projekcji filmu. Zgodnie z oczekiwaniami, bardzo mocnego i brutalnego, pozostawiającego widza z poczuciem wielkiego niepokoju. Fani starego "Pitbulla" powinni być zadowoleni. Paweł Piotrowicz: Podobno nie przepada Pan za wywiadami. Andrzej Grabowski: Bo mi na nich nie zależy. Ale żeby nazywać je… "pieprzeniem w bambus"? Kiedyś gdzieś tak powiedziałem i jakoś to do mnie przylgnęło. Człowiek gada ciągle to samo. Przecież mam jedno życie, jedne wspomnienia i jedne historie, które mi się w wydarzyły. Opowiadałem je dziesiątki albo nawet setki razy, jest więc to dla mnie koszmarnie nudne. Poza tym wiadomo, że nasze życie jest ciekawe przede wszystkim w czasach młodości. No chyba że na starość wygra się dwadzieścia milionów w totolotka, to można ją spędzić w jakiejś fascynującej podróży. Grywa Pan? Tak, sporadycznie. Pamięta Pan moment, w którym zrozumiał, że nie jest już młody? Powiem Panu, że ja jeszcze mając lat trzydzieści dziewięć, grałem u Andrzeja Wajdy w Teatrze Starym nastoletniego Jaśka w "Weselu", i to przez parę lat. Bardzo długo wyglądałem dosyć młodo, bez siwizny i łysiny. Dziś też trudno powiedzieć, że jestem łysy, ale prześwitów jednak trochę na głowie mam. I skoro tak sobie grałem wiele lat młodych ludzi, zamiast ojców, wujków czy dziadków, i nie stykałem się z takim problemem, to chyba teraz muszę o tym pomyśleć. Bo w końcu się Pan zetknął? I to wcale nie tak dawno. Nastąpiło to wtedy, kiedy zaczęły mnie różne rzeczy boleć i trzeba było się zastanowić dlaczego. Wystarczyło sprawdzić PESEL i odpowiedź przyszła sama. Jakieś refleksje? Mój ukochany wujek, bardzo wykształcony człowiek, mówił mi kiedyś, trochę po krakowsku: "Wisz co, w tym wieku to cudów ni ma". I rzeczywiście w tym wieku cudów nie ma. A to trzeba było zrobić jedno biodro, a potem drugie, a to człowiek przytył, nie wiadomo dlaczego, przecież normalnie jadł, a to nie ma już tyle sił, by chodzić po ukochanych górach… Zacząłem to sobie składać i doszedłem do wniosku, że może to jeszcze nie starość, ale dojrzała dojrzałość, jakby klasyk powiedział. Lepiej się z tym pogodzić i zachować pogodę ducha? A może przeciwnie, trzeba walczyć, próbując zatrzymać czas? Walczyć nie ma sensu, bo i jak. Farbować włosy, robić wszczepienia, nosić tupeciki, uciąć część brzucha i na ekranie udawać, że się ma czterdzieści lat? Bzdura, biologii nie oszukasz, co oczywiście nie jest żadnym powodem do radości. Ktoś mi jednak kiedyś zwrócił uwagę, że w każdym wieku są pewnego rodzaju przyjemności. Takie jak spotkania z kolegami równolatkami, pełne fajnych wspólnych wspomnień z młodości, które docenia się dopiero w pewnym wieku. Ważne jednak, by nie zacząć tymi wspomnieniami żyć i nie zapominać o świecie realnym. "Pitbull. Nowe porządki" - kadr z filmu Czuje się Pan spełniony? Myślę, że nie. Aktor nie powinien się tak czuć, bo to znaczy, że już zrobił najwięcej, co potrafił. Wtedy nie czuje głodu, nie chce mu się pracować. Panu się chce? Nie za wszelką cenę. Nie zdarzyło mi się jeszcze, bym pazurami drapał, walczył i o jakąś rolę prosił. Są na to różne metody, kobiety mają je zresztą lepsze od mężczyzn, choć i oni swoje potrafią. Mówiąc, że nie czuję się spełniony, mam świadomość, że może to brzydko zabrzmieć. Facet myśli, że ma przed sobą Bóg wie co. Możliwe, że już nic nie mam i wszystko, co było dobre, zagrałem. Ale może jeszcze się coś uda. Cholera wie. W tej chwili ma Pan za sobą rolę, którą już wielokrotnie wcześniej kreował – komisarza Jacka Goca "Gebelsa" w kontynuacji "Pitbulla" Patryka Vegi, "Pitbull. Nowe porządki". Jak się wraca po kilku latach do tej samej postaci? Oczywiście jestem w filmie o tych parę lat starszy i o dziesięć kilogramów grubszy, choć dziś już nie, bo po zdjęciach schudłem. Sam byłem ciekaw, jak mi się będzie do tego "Gebelsa" wracało, i okazało się, że bez większego bólu. Przecież w człowieku zawsze coś po roli zostaje. Pamiętam, jak przez jeden rok nie kręciliśmy "Świata według Kiepskich". Myślałem: "Boże drogi, jak ja do tego wrócę? Przecież nic nie pamiętam". Wystarczyło, że ubrałem dres, rozczochrałem się, nie dogoliłem, wziąłem tekst do ręki i byłem w domu. I tak też było tutaj, tyle że tym razem mój wątek, jak prawie wszystkie inne, jest pozbawiony prywatności, wyłącznie kryminalny. Patryk Vega jest reżyserem z wizją – świadczą o tym jego filmy kryminalne jak "Służby specjalne" i "Pitbull". Tę wizję bez trudu aktorom przekazuje? Już, kiedy kręciliśmy pierwszego "Pitbulla", byłem zadziwiony jego kunsztem, zwłaszcza że on przecież nie skończył szkoły filmowej. Obejrzał za to pewnie wszystkie filmy, jakie zostały nakręcone i przeczytał wszystkie książki na ich temat. Był tak fantastycznie przygotowany i wiedział, czego chce, że potem zrozumiałem, dlaczego ten jego "Pitbull" był inny od wszystkiego, co wcześniej nakręcono. Patryk nie zwracał po prostu uwagi na pewne zasady, słuszne czy niesłuszne, które wpaja się studentom szkół filmowych – że czegoś nie można zrobić. A kiedy student pyta, dlaczego nie można, najczęściej słyszy w odpowiedzi: "Bo nie". A on robił swoje, przez co przekroczył pewne granice, których wcześniej się nie przekraczało. Kiedyś widziałem w Filharmonii Narodowej portret jej byłego dyrektora Witolda Rowickiego z podpisem, który kierował do młodych dyrygentów: "Nie staraj się zadyrygować lepiej od innych, bo zadyrygujesz gorzej, niż potrafisz". Nie wiem, czy Patryk zna ten cytat, ale fantastycznie go stosuje. Nie stara się reżyserować lepiej od innych, dlatego reżyseruje tak dobrze. Istnieją aktorzy charakterystyczni i niecharakterystyczni. Do której grupy by Pan siebie zaliczył? A do której Pan by mnie zaliczył? Charakterystycznej. Zarówno "Gebels", jak i Ferdynand Kiepski, choć są od siebie tak różni, mają ze sobą wiele wspólnego, pewną "toporność w obyciu". Jestem typem aktora, który nie lubi pokazywać siebie. Zawsze chcę więc być charakterystyczny, bo wydaje mi się, że ja jako Andrzej Grabowski nie jestem zbyt ciekawy. Nie należę do aktorów, którzy całe życie prezentują siebie, i wcale nie mówię, że robią źle. Jeżeli mają ciekawą osobowość, bardzo proszę. Taki był na przykład Gustaw Holoubek, na którego zawsze patrzyło się z ciekawością. Ja staram się ukryć siebie za postacią, którą gram, choć oczywiście czerpię ze swoich doświadczeń, myśli, przeżyć i charakteru; nie jestem jednak ani "Gebelsem", ani Ferdynandem Kiepskim. Ale woli Pan być dokładnie prowadzony przez reżysera, czy raczej mieć wolną rękę? Przyznam, że nie lubię być prowadzony. Jak już dostanę scenariusz, a wolę dostać przed spotkaniem z reżyserem, to mam wtedy pewną propozycję. Staram się w głowie wyświetlić ten film czy spektakl i jeżeli zobaczę siebie w tej roli takim, jakbym chciał zagrać, to już jest z górki. Wymyślić jest zawsze trudniej niż zagrać, co nie znaczy, że granie jest łatwe. Zwłaszcza że w teatrze trzeba się nauczyć wszystkiego na pamięć. Natomiast kiedyś, jeśli nie potrafiłem sobie siebie wyobrazić w danej roli, to sobie podkładałem do tego wyświetlanego w moim mózgu filmu Gene’a Hackmana. I on zwykle potrafił to zagrać [śmiech]. Jak się spotykam z reżyserem, staram się go przekonać do mojej racji. Tylko ten bardzo uparty będzie się upierał przy swoim. Zawsze lepiej, jeśli mu aktor zagra dobrze po swojemu niż źle po "ichniemu". Z Genem Hackmanem nigdy Pan na planie nie pracował, zetknął się Pan za to z innym słynnym amerykańskim aktorem – w "Bożych skrawkach", w których grał Willem Dafoe. Ciekawe spotkanie? Świetne, bo Willem wcale nie zachowywał się jak hollywoodzka gwiazda. W przeciwieństwie do taty Haleya Joela Osmenta: chłopca z "Szóstego zmysłu". Haley przyjechał na plan "Skrawków" razem z ojcem, który dostał nawet w filmie małą rólkę. Aktorem był takim sobie, za to wymagania miał jak największa gwiazda – wydziwiał, narzekał, stwarzał różne problemy. A Willem był po prostu normalnym facetem. Przypomniała mi się właśnie śmieszna historia. Opowiedzieć? Zamieniam się w słuch. Po jednej ze scen w kościele wychodzimy na zewnątrz, mamy przerwę. Patrzę, a tu statyści biegną z notesikami. Odsuwam się, bo przecież biegną do Willema, który zagrał w "Plutonie" i tak dalej. A oni go na bok i do mnie [śmiech]. On się uśmiecha i mówi: "Ty musisz być tu sławny". Jako że to był początek "Kiepskich", zupełny boom, osiem milionów widzów na odcinek, proponuję mu, by jeden z nich obejrzał. Na drugi dzień przychodzi i mówi: "Słuchaj, widziałem. Nic nie rozumiałem, ale się śmiałem. Bo to śmieszne". "Jako najmłodszego to właśnie mnie wysyłano w liceum po papierosy, a na studiach na melinę po wódkę". Będzie kolejna transza "Kiepskich"? A widzi pan, jakie mam włosy? Za kilka dni zaczynam zdjęcia. Nie ma pan po tylu latach dość Ferdynanda? Przeciwnie, bardzo się z nim zżyłem. Na początku, przyznaję, nie znosiłem tego serialu i samej postaci. Kiedy jechałem na plan, czułem się źle. Ale to się zmieniło. Kiedy dziś patrzę na nowe odcinki, to w porównaniu ze starymi jest to niebo a ziemia. Są o wiele lepsze, mają znacznie więcej mówiące scenariusze. Co tu dużo gadać, kręcimy to już siedemnasty rok i kwalifikujemy się do "Księgi rekordów Guinnessa" w kategorii sitcom. Producenci nawet zgłaszali się do Guinnessa, by to uznano za rekord, usłyszeli jednak, że przegrywamy z "Simpsonami". Tyle że to przecież kreskówka. Z tego, co wiem, sprawą zajmują się w tej chwili w Londynie angielscy adwokaci… Lubię ten moment, kiedy przyjeżdżam po pół roku na zdjęcia, wchodzę do hali i widzę mój fotel, w którym siedzę tyle lat, koszulki, sprzęty i meble. Boże drogi, siedemnaście lat w jednym serialu to prawie połowa mojego życia zawodowego, czyli czterdziestu dwóch lat. Wcześnie Pan to życie zaczął, bo studentem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie został jako siedemnastolatek. No tak. Do szkoły podstawowej poszedłem jako sześciolatek, a maturę zdałem w wieku lat siedemnastu. Wszędzie byłem najmłodszy, także w pierwszych latach pracy w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie. Wydaje mi się, że to zaważyło na tym, że jestem raczej człowiekiem wycofującym się, niż atakującym. Jako najmłodszego to właśnie mnie wysyłano w liceum po papierosy, a na studiach na melinę po wódkę. Coś do załatwienia na mieście? "Andrzej pójdzie". Musiałem się przyzwyczaić do bycia tym drugim. A że nie jestem osobą stworzoną do walki, prawdopodobnie wyglądałem na nieśmiałego. Dotąd czasem bronię tej nieśmiałości, wyglądem "Gebelsa". Robię taką minę, że ludzie wolą nie podchodzić [śmiech]. Foto: Materiały prasowe "Pitbull. Nowe porządki" - kadr z filmu Przyznał Pan kiedyś, że w młodości był tak podobny do Marka Grechuty, iż zdarzało się Panu dawać autografy jako on. Po latach przyznał się Pan do tego Grechucie? Nie, choć spotykałem się z nim czasem. Przychodził na przykład z całym towarzystwem nocą do mojego pokoju służbowego w Teatrze Słowackiego. On siadał w kącie i cicho siedział. Inni w tym czasie sobie krzyczeli. Te autografy nie były aż tak nachalne. Dwie czy trzy dziewczyny z mojego liceum, widząc podobieństwo, chciały, bym się tak podpisał. W pana dorosłym życiu mieszkał Pan zawsze wyłącznie z kobietami, żoną i dwiema córkami. Czy to w jakiś sposób pana sfeminizowało? Powiem więcej – moja druga żona Anita też ma dwie córki... Czyli nie dość, że przez lata mieszkałem w domu, w którym były trzy kobiety, to teraz też w takim mieszkam. Czy sfeminizowało? Człowiek musi z tym trochę walczyć, opierać się, bo jednak natura kobiety jest inna. Broń Boże nie chcę mówić, że zła, po prostu inna. Kobieta inaczej myśli, inaczej patrzy na te same sprawy, więc jeśli facet nie będzie się bronił, a w szczególności facet, który jest aktorem, nic z tego nie wyjdzie. Aktora musi cechować pewność siebie, pewna doza egoizmu i egocentryzmu, inaczej publiczność mu nie uwierzy… Mam nadzieję, że nie zostałem sfeminizowany, nawet jeśli kobiety wiele mogły odcisnąć na mojej naturze. Częściej Pan ustępuje, czy stawia na swoim? Oczywiście powiem, że ustępuję. Ale kobiety powiedzą, że one częściej ulegają. Jedną z pańskich ról, które szczególnie zapadły mi w pamięć, był przeor zakonu w "Służbach specjalnych" Patryka Vegi. Jest Pan osobą wierzącą czy raczej nie po drodze panu z Bogiem? Nie chciałbym się tu źle wyrazić, ale wydaje mi się, że człowiek myślący zawsze ma wątpliwości, szczególnie dotyczące dogmatów wiary, w które trudno czasem uwierzyć. Albo człowiek po prostu chce wierzyć, albo zastanawia się, czy to jest w ogóle możliwe i zaczyna wątpić. Trudno jest mi powiedzieć o sobie, że jestem głęboko wierzący. Nie jestem, ale chcę być, tylko nie zawsze mi się to udaje. Myślę, że wiara jest wielu ludziom potrzebna – na pewno mnie, bo stanowi jakiś punkt odniesienia do życia, szczęścia czy nieszczęścia, które mogło się akurat zdarzyć. Jaki jest Pana stosunek do grzechu? To bardzo ciekawe zagadnienie. Kiedyś rozmawiałem o tym z dominikaninem z Krakowa, profesorem Janem Kłoczowskim. Przyznałem mu się, że nie przyjmuję sakramentu, ponieważ warunkiem dobrej spowiedzi jest prawdziwy żal za grzechy, a ja za pewne grzechy nie żałuję, co będę więc oszukiwał. Wiadomo, o jakie grzechy chodziło. On się tym wyraźnie zasmucił. Dwa dni później spotkałem na ulicy koleżankę, która zwróciła się do mnie takimi słowami. "Andrzej, spotkałam Kłoczowskiego. Nie mam pojęcia, o co mu chodzi, ale kazał ci powiedzieć, że jeśli żałujesz, że nie żałujesz, to już jest dobrze". Fantastyczna furtka, nieprawdaż? Zadaje Pan sobie pytania o sens życia? A co to znaczy "sens życia"? Chodzi o to, by dobrze to życie przeżyć, tyle że dla każdego znaczy to coś innego. Jeden chce być milionerem, drugi mieć troje dzieci, a jeszcze inny zwiedzić świat. Nie ma Pan wrażenia, że żyjemy w coraz bardziej niepewnych czasach? Czasy zawsze są niepewne, zawsze jest ktoś, kto prowadzi gdzieś wojny i się bije. Urodziłem się siedem lat po wojnie, więc w dzieciństwie cały czas żyłem w przeświadczeniu, że zaraz wybuchnie kolejna. Na szczęście tak się nie stało. Nie mogę Pana, który dwukrotnie zasiadał w komitecie poparcia prezydenta Bronisława Komorowskiego, nie zapytać o obecną sytuację polityczną w Polsce. Udzieliłem prezydentowi Komorowskiemu poparcia, czego nie żałuję. Pańskie pytanie jest tak naprawdę wprowadzeniem do zupełnie innej rozmowy, która nie może być pobieżna, a teraz nie mamy już na nią czasu. Możemy się umówić, że jeśli za jakiś czas będzie pan chciał, to ja się z panem spotkam na rozmowę wyłącznie społeczno-polityczną? Oczywiście. W takim razie jesteśmy wstępnie umówieni.
Data utworzenia: 18 lipca 2010, 8:15. To dobrze, że czuje się już dobrze. Znakomity aktor Andrzej Grabowski przeszedł niedawno operację stawu biodrowego, ale już wraca do formy. W Międzyzdrojach pozwolił sobie nawet na piwko i zapalił do niego papierosa Grabowski pije i pali w Międzyzdrojach. FOTY Foto: Marcin Kokolus / Fakt_redakcja_zrodlo Andrzej Grabowski jest po bardzo skomplikowanej operacji stawu biodrowego. Rehabilitacja na pewno jeszcze potrwa kilka aktor postanowił wybrać się na festiwal gwiazd do Międzyzdrojów, a tam postanowił się trochę odstresować w barze, w którym zamówił sobie piwo. A do tego zapalił się zatem, że Andrzej Grabowski odzyskuje już siły i czekamy na kolejne dobre filmy, w których zagra. /3 Grabowski pije i pali w Międzyzdrojach. FOTY Marcin Kokolus / Fakt_redakcja_zrodlo Po ciężkim dniu każdemu należy się odrobina odpoczynku /3 Grabowski pije i pali w Międzyzdrojach. FOTY Marcin Kokolus / Fakt_redakcja_zrodlo Andrzej Grabowski ze szklaneczką piwa /3 Grabowski pije i pali w Międzyzdrojach. FOTY Marcin Kokolus / Fakt_redakcja_zrodlo Wybitny aktor wie jak walczyć z upałami Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
Andrzej Grabowski w podcaście Kuby Wojewódzkiego i Piotra Kędzierskiego zapowiedział pojawienie się Jana Peszka, z którym prywatnie ma bliskie relacje Aktor przyznał, że jest coś, czego zazdrości przyjacielowi i koledze po fachu – to pracowitość Jan Peszek przypomniał interesujące momenty ze swojej kariery, w tym pocałunek z Janem Fryczem na planie filmu oraz propozycję zagrania u Stevena Spielberga "Nie uznaję się za wybitnego, absolutnie nieomylnego. Uwielbiam robić to, co robię i lubię robić to dobrze. Mam raczej naturę faceta walczącego do końca, dlatego nie pamiętam, żeby zdarzyło się tak, żebym zrezygnował z tego powodu, że nie dam rady" – stwierdził gość podcastu "WojewódzkiKędzierski" Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej W kolejnym odcinku podcastu "WojewódzkiKędzierski" Piotr Kędzierski i Kuba Wojewódzki zaprosili do rozmowy dwóch wybitnych aktorów. Jan Peszek i Andrzej Grabowski występują razem w kultowym spektaklu "Kwartet dla czterech aktorów", w którym grają u boku Mikołaja Grabowskiego i Jana Frycza. Prywatnie są przyjaciółmi. To wyjątkowe osobistości, których role, czy to teatralne, czy filmowe lub serialowe, zapisały się w historii polskiej kultury. Dla Jana Peszka im bardziej ekstremalne postaci, w im trudniejszych sytuacjach, im bardziej ohydne i okropne robią czyny, tym mocniej go zaciekawiają. Przeciętność w ogóle go nie interesuje. O przeciętności nie ma też mowy w przypadku Andrzeja Grabowskiego, który, choć kojarzony jest głównie z Ferdkiem Kiepskim ze "Świata według Kiepskich", na swoim koncie ma mnóstwo niebanalnych kreacji aktorskich. Podcastu można słuchać w każdy poniedziałek na żywo na stronie głównej Onetu i Plejady, a po premierze na stronie Onet Audio i innych serwisach streamingowych. Resztę artykułu przeczytasz pod materiałem wideo: Andrzej Grabowski o Janie Peszku Kuba Wojewódzki i Piotr Kędzierski rozpoczęli rozmowę z Andrzejem Grabowskim, który zapowiedział swojego przyjaciela, z którym chętnie spędza czas nie tylko zawodowo, ale też prywatnie. "On to teatr, on to scena, on to Peszek" – opisał przyjaciela Andrzej Grabowski. Aktor przyznał, że jest coś, czego mu zazdrości. – zaczął. "Kilkakrotnie powiedział mi coś, co wziąłem sobie do serca: »tobie to wszystko łatwo przychodzi, ja muszę wszystko wypracować, wszystko osiągnąć pracą, a ty wchodzisz i robisz«. Wygląda to, jakbym ja w tej chwili siebie chwalił. Nie, ja się nie chwalę" – dodał. "Jasiek jest pracowitym facetem. Pracowitym pod każdym względem, jeśli chodzi o ilość ról, o ilość przyjmowanych propozycji" – podsumował. Kiedy do studia wszedł Jan Peszek, prowadzący podcastu zaczęli od pytania, czy aktor zwraca uwagę na uzębienie swoich rozmówców. – przyznał aktor. Jak się okazuje, tata Jana Peszka był dentystą, który mówił swojemu synowi, że ma być dzielny i lecząc jego zęby, nie stosował środków znieczulających. Jak całuje Jan Frycz? Kuba Wojewódzki przywołał historię pocałunku Jana Peszka z Janem Fryczem w filmie "Pożegnanie jesieni" Mariusza Trelińskiego. Uznał bowiem, że jest to jeden z najbardziej namiętnych pocałunków w historii polskiego kina. "Jedyne co pamiętam, to koszmarne zimne. Obiekt był w Łodzi, w zrujnowanym pałacu post włókienniczym. Było potwornie zimno, my w jedwabiach, dygotaliśmy. (...) To ja jego miałem pożądać. Nie ćwiczy się seksu z aktorką, z którą ma się mieć rzekomy seks, ale ostatecznie to jest jakaś szwedzka gimnastyka" – opowiadał Jan Peszek. Jan Peszek o politykach Kolejnym tematem, poruszonym w podcaście była mimika Andrzeja Dudy. Kuba Wojewódzki zauważył, że słowa wypowiadane przez niego brzmią dobrze, ale problemem może być mimika prezydenta. – stwierdził. Aktor został też zapytany, któremu politykowi wierzy. W odpowiedzi padło nazwisko Donalda Tuska. "On jest przejrzysty, transparentny i prosty" – ocenił Jan Peszek. Kultura w Polsce według Jana Peszka Dziennikarze zapytali: Czy jako masa narodowa mamy wysublimowany gust w kulturze? – powiedział gość podcastu "WojewódzkiKędzierski". Piotr Kędzierski stwierdził, że pokolenie dzisiejszych 20-latków tworzą swój alternatywny świat kultury, a Jan Peszek zaznaczył, że tak zawsze robili młodzi ludzie, bo to jest przywilej młodości. Kuba Wojewódzki przywołał piosenkę córki aktora, Marii Peszek, która śpiewa "J***ć to wszystko". – podkreślił aktor. Jak się okazuje, wnuczka Jana Peszka uznała, że nie widzi swojego życia w Polsce. Kończy studia i gdy będzie miała fach w ręku, chce wyjechać. To według gościa podcastu także jest przejaw stwierdzenia "j***ć to wszystko". Rozmawiając o ewentualnej karierze za granicą, Piotr Kędzierski zauważył, że w Stanach Zjednoczonych nie brakuje cudzoziemców, którzy odnieśli sukces w Hollywood, mimo różnych braków. Jako przykład podał Penelope Cruz, która nie mówi perfekcyjnym angielskim. – wyjaśnił Jan Peszek. Czego nie umie Jan Peszek? Aktor na to pytanie odpowiedział, podkreślając, że nie bierze pod uwagę, że czegoś nie umie. "Nie uznaję się za wybitnego, absolutnie nieomylnego. Uwielbiam robić to, co robię i lubię robić to dobrze. Mam raczej naturę faceta walczącego do końca, dlatego nie pamiętam, żeby zdarzyło się tak, żebym zrezygnował z tego powodu, że nie dam rady. Często zdarza mi się po prostu, że nie przyjmuję propozycji" – powiedział, po czym ku zaskoczeniu prowadzących wyznał, że przyjął propozycję zagrania w najnowszej części filmu "Listy do M.". – dodał. Opowiedział też historię o tym, jak przyszedł moment w jego życiu, gdy postanowił wziąć udział w czymś, co "totalnie położy go na łopatki". "Wtedy podjąłem się rzeczy, która była karygodna. Wybitny krytyk napisał: »Oto w Peszku zalągł się ósmy pasażer Nostromo. Chodzi Peszek, ale to nie jest Peszek. To jest ktoś, kto udaje Peszka«" – wspominał, ale nie zdradził, o który projekt chodzi. Piotr Kędzierski zapytał, czy według Jana Peszka aktor może się popsuć. Gość dziennikarzy odpowiedział twierdząco i wyjaśnił, kiedy do takiego "popsucia" może dojść. "Kiedy traci w sobie dziecko. Albo inaczej – kiedy traci w sobie niewinność. Mówię o tym kawałku człowieka, w którym zawsze jest czysty" – zauważył. Kiedy Kuba Wojewódzki zapytał, czy aktor to zawodowy kłamca, czy zawodowy głosiciel prawdy, Jan Peszek bez zastanowienia wskazał na to drugie określenie. Jan Peszek: muszę być absolutnie wiarygodny "Uprawiam to zajęcie, które traktuję jak przygodę, która pozwala mi odnaleźć odpowiedzi na różne pytania. Gram postaci, które postępują i dopuszczają się czynów, których ja bym się nigdy nie dopuścił. Paradoks w aktorstwie polega na tym, że w tym wyimaginowanym świecie muszę być absolutnie wiarygodny. Nie mogę grać. Muszę uruchomić swoją wrażliwość, swoją inteligencję, jeśli ją mam" – powiedział Jan Peszek. Zapytany, dlaczego w amerykańskich filmach widać sztukę, a w polskich nie, aktor odpowiedział: Kuba Wojewódzki wymienił nazwiska kilku polskich aktorów: Więckiewicz, Stuhr, Szyc, Karolak, Adamczyk, Kot i zapytał, czy któryś z nich może być kiedyś mistrzem dla swoich studentów. "Nie, mimo że to są fantastyczni aktorzy. Nie zawsze biorą udział w przedsięwzięciach kreacyjnych, które wrzynają się we wrażliwość odbiorcy i decydują o tym, że w pamięci tego odbiorcy zostaje coś naprawdę ważnego, co np. zmienia życia. To jest deficyt głębokości. Wszyscy działamy tak, żeby sprostać wymaganiom rynku. To są wspaniali aktorzy, którzy niekoniecznie biorą udział we wspaniałych przedsięwzięciach" – odpowiedział Jan Peszek. "Peszkowa patologia" Jak się okazuje, gość podcastu "WojewódzkiKędzierski" opowiadał swoim dzieciom bajki nie o Jasiu i Małgosi czy Czerwonym Kapturku, ale o... Nikicie Chruszczowie. To zostało przez prowadzących żartobliwie określone jako "peszkowa patologia". "Ponosiła mnie fantazja. Byłem aktywny i skupiony na tym, żeby mówić, a dziecko wiąże taką aktywność z opowiadaczem i to mu się podoba" – wyjaśnił. "Jak często ma pan kontakty z substancjami psychoaktywnymi?" – zapytał wtedy Kuba Wojewódzki. "Nie mam takich kontaktów. Teraz biorę kropelki legalne, bo nabawiłem się choróbska" – podkreślił Jan Peszek. Jan Peszek miał zagrać u Stevena Spielberga Podczas rozmowy z Kubą Wojewódzkim i Piotrem Kędzierskim wyszło na jaw, że Jan Peszek miał zagrać w filmie Stevena Spielberga, ale... odmówił. "To miała być jedna z pięciu głównych ról. Wyuczyłem się tekstu i wówczas producent Lew Rywin powiedział, że reżyser jest mną zachwycony, ale związki zawodowe nie dopuszczą polskiego aktora do zagrania w tym filmie" – opowiadał gość podcastu. – powiedział. Jan Peszek mocno o pracownikach TVP Tematem rozmowy w podcaście "WojewódzkiKędzierski" była także TVP. Jan Peszek podkreślił, że w tej kwestii nie ma miejsca na kompromisy. "Albo wolność, albo propaganda. Nie ma żadnej możliwości osmozy, półcieni, w żadnym punkcie. Mój bohater w spektaklu »Minetti« mówi, że nie możemy się poddawać. Jeśli choć na chwilę się poddamy, wszystko przepadnie" – zauważył. Zapytany o osoby, które pracują w TVP, choć na co dzień wyznają inne niż przedstawiciele zarządu Telewizji, nazwał ich zdrajcami. – ocenił Jan Peszek. Publiczność oczami Jana Peszka Według gościa Kuby Wojewódzkiego i Piotra Kędzierskiego o dobrym przyjęciu jego pracy zawsze decyduje publiczność. "Kasa jest oczywistością, nigdy się z nią nie liczyłem, jest do wydawania i tyle. Krytycy to jest temat złożony, oni żyją w kompletnie wyalienowanym swoim życiem, niemającym najczęściej żadnego związku z tym, co oglądają. Nawet jeżeli mają wiedzę. Raczej wypowiadają się zgodnie z tym, co ogólnie jest dostępne, co wypada powiedzieć" – stwierdził. "Aktorzy dzielą się na skutecznych i nieskutecznych. Tych, którzy mogą doprowadzić do takiego zachowania widza bez względu na to, co ten widz sobą reprezentuje" – dodał. Jan Peszek: moje życie pachnie radością Jan Peszek jest bardzo wrażliwy na zapachy. Zauważyli to autorzy podcastu, dlatego zapytali, jak pachnie życie ich gościa. – odpowiedział. "Jest takie piękne opowiadanie Brunona Schulza, w którym mówi, że każdy człowiek musi budować rodzaj twierdzy, w której po prostu jest i pozwoli wejść do niej tylko tym, którym pozwoli. Musi bardzo uważać, żeby nie zakradły się wilki" – dodał Jan Peszek. Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat? Skontaktuj się z nami, pisząc maila na adres: plejada@ Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z życiem gwiazd, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
Tekst piosenki: Fest, że sie jest Teskt oryginalny: zobacz tłumaczenie › Tłumaczenie: zobacz tekst oryginalny › Nie potrzeba miećStarczy byle śmiećByle się uśmiechał do nas światNie potrzeba miećŻółto kwietnie mleczMlecz to fajna rzeczMlecze zawsze z wiosną za pan brakŻółto kwietnie mleczPiwka złoty ciek wolno włazi w łebPiwka złoty ciekI zapada ciepły zmrokDobrych kumpli cały blok, mam o krokDobrych kumpli cały blokMam o krok kumpli blokTu każdemu z nas wolno ciecze czasI nie świszcze nam przy dupie batWolno ciecze czasMamy słońca blaskCałe kolie gwiazdWszelkich skarbów nieprzebranych składMamy słońca blaskBo na prawdę fest jest to, że się jestTak naprawdę festTak naprawdę festTak naprawdę fest jest to ż esie jestŻe się jestBo naprawę fest jest to że się jestTak naprawdę festTak naprawdę festŻe się jestTu każdemu z nas wolno ciecze czasI nie świszcze nam przy dupie batWolno ciecze czasMamy słońca blaskCałe kolie gwiazdWszelkich skarbów nieprzebranych składMamy słońca blaskWięc, gdy mówisz mi, że za mało ciTo mnie wtedy trafia szlag, że za mało ciZośka, ja życiowy wrak, powiem takZośka, ja życiowy wrak powiem takPowiem tak:Bo na prawdę fest jest to, że się jestTak naprawdę festTak naprawdę festTak naprawdę fest jest to że sie jestŻe się jestBo naprawę fest jest to że się jestTak naprawdę festTak naprawdę festŻe się jestBo na prawdę fest jest to, że się jestTak naprawdę festTak naprawdę festTak naprawdę fest jest to że sie jestŻe się jestBo naprawę fest jest to że się jestTak naprawdę festTak naprawdę festŻe się jest Brak tłumaczenia! Pobierz PDF Teledysk Informacje Znany i lubiany aktor obdarzony wielkim talentem komediowym. Wykształcenie zdobył w krakowskiej PWST, którą ukończył w 1974 roku. Występuje na scenie Teatru im. Słowackiego w Krakowie. Jest laureatem wielu nagród, min.: Grand Prix Toruń '86, główne nagrody w Szczecinie 1987, 1988, nagrody w Kaliszu 1988, 1990. Jest zarówno dobrym aktorem teatralmym jak i filmowym, występował w Teatrze Telewizji. Obecnie jest odtwórcą roli Ferdynanda w prześmiesznym sitcomie "Świat według Kiepskich". Read more on Słowa: brak danych Muzyka: brak danych Rok wydania: brak danych Płyta: brak danych Ostatnio zaśpiewali Inne piosenki Andrzej Grabowski (2) 1 2 0 komentarzy Brak komentarzy
andrzej grabowski jest dobrze tekst